Mitologia i niepisane zasady są w rapie, a przynajmniej w bardziej fundamentalistycznej części środowiska hip-hopowego, ważnym elementem. Na sztandarach wielu słuchaczy nadal znajdują się takie hasła jak „niekopiowanie czyjegoś stylu” czy „pisanie własnych tekstów”. I chociaż wydaje się, że kolejne generacje fanów przykładają do tego coraz mniejszą wagę – a do takich wniosków można dojść chociażby obserwując nikłą reakcję na aferę z Drake’iem i Quentinem Millerem kilka lat temu – to starsi hip-hopowcy nadal żyją baśniami. Bo zjawisko ghostwritingu istnieje, odkąd pojawili się raperzy. A jeśli naprawdę zależy nam na jakości tworzonej sztuki, a nie mitach, to czas najwyższy mówić o nim otwarcie i porzucić jednoznacznie pejoratywny ton. Ten tekst będzie terapią również dla mnie. Czas spojrzeć na rzeczywistość i odczarować ghostwriting.

Jaką wagę, tak naprawdę, powinniśmy przykładać do ghostwritingu?

Osobiście, nadal przyjemnie mi się żyje w nerdowym środowisku rapowym i nie lubię w ogóle brać pod uwagę scenariuszy, w których moje ulubione utwory są napisane przez inne osoby niż te, które je wykonały. Nadal lubię rozmowy z rapowymi głowami, po kilku godzinach i wypitych piwach sprowadzające się do toastu nad wirtuozerią i wyobraźnią Ghostface’a albo Elzhia. Gdyby potwierdziła się plotka, że faktycznie to Lupe Fiasco napisał Allure Jaya-Z albo nagle okazało się, że całe 4,5,6 Kool G Rapa czy Follow the Leader Rakima to dzieła ghostwriterów… Nie ukrywam, zepsułoby mi to humor na co najmniej tydzień. Nadal cenię tę nutkę mistycyzmu i nietykalności, za którą miał kryć się geniusz najwybitniejszych raperów – szczególnie przed rewolucją mediów społecznościowych.

Ale fakty są inne. Pisanie wszystkich swoich tekstów nie jest żadnym realnym wymogiem już od końcówki lat 70. I nie mam tu na myśli jedynie feralnego Rapper’s Delight.

Taneczne, rapowane rutyny pionierskich zespołów hip-hopowych w latach 70., wypełnione interakcjami z publicznością oraz płynnym wymienianiem się linijkami między wieloma członkami grupy były na ogół pisane przez jedną osobę. Później, oczywiście, w ewolucji gatunku, doszły do tego zwrotki rapowane i pisane przez każdego członka oddzielnie.

Czy ktoś może odmówić kolektywowi Flavor Unit braku umiejętności pisarskich? Nie sądzę. Tymczasem Lakim Shabazz albo Chill Rob G rapowali wersy, które podrzucił im Apache, a Queen Latifah korzystała z tekstów wszystkich wymienionych, jak również Treacha. Zresztą, ten geniusz w ogóle uczynił z ghostwritingu sposób na życie. Z jego usług korzystali m.in. Run-D.M.C., Eazy-E, Kriss Kross (tak, tak: Jump jest jego), Miilkbone czy Da Youngsta’s. Schemat był prosty – jeśli bit zrobił kolega z zespołu: KayGee, a osoba rapująca przypomina Treacha, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że to on jest autorem tekstu. Dodatkowy smaczek w tej historii: styl Treacha był na tyle unikatowy i charakterystyczny, że gdy chciał, bez żadnych problemów dawał słuchaczom znać, że to on jest autorem tekstu rapowanego przez innych MC. Wiele rapowych przebojów z pierwszej połowy lat 90. zawiera w sobie „pieczątki” Treacha i oczka puszczone w stronę publiczności.

A Wu-Tang Clan? Bezdyskusyjne ikony nie tylko hip-hopu, ale całego świata popkultury. Otwarcie mówią, że podrzucali sobie wersy, a na pierwszy album Ol’ Dirty Bastarda w większości składają się teksty GZA-y i Method Mana. Nie stracili żadnych „punktów hip-hopowości” w środowisku, więc dlaczego tracić ma je Drake*? Big Daddy Kane pisał dla Biza Markie’ego i Roxanne Shanté, a ta wykonywała również teksty stworzone przez Kool G Rapa i Grandaddy’ego IU. D.M.C. pisał dla Runa, LL Cool J pisał dla Run-D.M.C., Ice Cube był naczelnym autorem utworów N.W.A., Trugoy the Dove przyznawał otwarcie, że Posdnous napisał jego zwrotkę w I Am I Be. Dr. Dre nigdy nie pisał sobie tekstów. Pete Rock rapował zwrotki nieswojego autorstwa. Diddy zatrudniał do pisania tekstów m.in. Pharoahe Moncha, J. Cole’a, Royce’a da 5’9” oraz całe zastępy raperów z Bad Boy Records. W ogóle… Psst… Nie wszystkie teksty zarapowane przez Biggiego na Life After Death są jego autorstwa… W tamtym czasie zaczął okazjonalnie korzystać z talentów Jadakissa i Ma$e’a, a pamiętać należy, że wcześniej sam pisał całe utwory dla Junior M.A.F.I.A., Lil’ Kim i Puffy’ego. I niczyja spuścizna na tym nie powinna tracić.

Pisanie utworów i generalnie proces twórczy jest często procesem zespołowym. Niektórzy potrafią pisać dla siebie oraz dla innych. Niektórzy będą współpracować z innymi i jednocześnie samodzielnie tworzyć, a jeszcze inni mają ludzi, na których polegają w 100 procentach warstwy tekstowej. Tak to działa i nie uważam, żeby ghostwriting w każdym wypadku oznaczał też umniejszenie autentyczności danego utworu. Prince napisał Nothing Compares 2 U, ale czy to nie emocjonalne wykonanie Sinead O’Connor zrobiło z tego utworu ogromny przebój? Whitney Houston nie pisała tekstów, ale to ona tchnęła w nie duszę i życie, czyniąc piosenki prawdziwie „swoimi”. Wykonywała perfekcyjnie albo genialnie nieperfekcyjnie, dodając swoje emocje, osobowość i magię. Jest to standardem w muzyce, ale również np. w komedii. Najpopularniejsi stand-uperzy od dekad otoczeni są pomagierami, a finalny produkt – występ, jest efektem wielu godzin pracy wielu osób. Większość występów Richarda Pryora to w dużej części praca Paula Mooneya, ale nadal to Pryor jest wzorem, do którego dążą kolejne generacje stand-uperów.

Co więcej, pisanie tekstów innym raperom jest często największym sprawdzianem umiejętności danego ghostwritera. Tylko naprawdę dobry autor jest w stanie tworzyć pod czyjś styl/głos/estetykę. Najlepsi potrafią napisać tekst dla każdego – np. dla Skillza jest to aktualnie podstawowe zajęcie. Wielu artystów, których kariery solowe uważane są powszechnie za porażki, stało się zakulisowymi gigantami i wzbogaciło poza światłem reflektorów. Czasem po prostu brakuje odrobinki nieokreślonego „faktora x”, który pozwoli przebić się do głównego nurtu i osiągnąć status gwiazdy. Na szczęście, talent pozwala na pójście kilkoma innymi ścieżkami kariery i nadal uczestniczenie w tworzeniu wspaniałej muzyki.

Czego tak naprawdę dotyczy hip-hopowa dyskusja o ghostwritingu? Gdyby okazało się, że to nie DMX napisał Slippin’ albo że AZ podrzucił Nasowi kartki z całym New York State of Mind, to czy nagle wszyscy przestaliby słuchać tych kawałków albo straciłyby one na jakości? Oczywiście, warto doceniać MC, którzy piszą swoje albumy w całości, ale:

a) najczęściej i tak nie dowiemy się, czy naprawdę tak to wyglądało;

b) jeśli sztuka do nas trafia, to jakie ma znaczenie ile osób nad nią pracowało? Zarówno nagrany w kilkanaście godzin album duetu Statik Selektah i Bun B, jak i My Beautiful Dark Twisted Fantasy, nad którym pracowały dziesiątki (a może nawet więcej?) osób mają swoje miejsce w kulturze. Ważne jest, żeby wszyscy dostawali odpowiednie, sprawiedliwe pieniądze za nagranie, a potem tantiemy za odtworzenia.

Hip-hopowe głowy nadal będą się spierać nad piwem, czy 2Pac czy Lil’ Wayne powinien być wyżej w jakimś dziwnym, nastawionym na kliki i kontrowersje rankingu, albo czy należy wyrzucić z niego Kanye Westa, bo przecież nie pisał wszystkich swoich tekstów. Wydaje mi się, że argument ghostwritingu przydaje się jedynie w takich właśnie niedorzecznych dyskusjach, które sprowadzają sztukę do sportu i wyciągają różne dziwne dane, by pokazać że raper X > raper Y.

Oczywiście, miejmy jasność: pisanie swoich tekstów nadal ma wartość w kulturze i nadal należy takich twórców celebrować. Przestrzegam jednak przed jednoznacznym skreślaniem utworów autorstwa wielu artystów lub ghostwriterów – takie podejście bardzo zubaża spektrum raperów, których „można słuchać”.

*Drake powinien za to tracić punkty np. za bycie napalonym, niedojrzałym 13-latkiem w ciele 37-latka.