„Wolne”: czyli drugi hip-hopowy album Doroty Masłowskiej, jeszcze przed premierą spolaryzował słuchaczy i nastawił ich negatywnie do jedynego, jak się okazało, wydawnictwa SBM A. Okazuje się jednak, że Dorota i jej spokenwordowy sznyt oraz bardziej poetycki niż raperski styl pisania potrafi skraść uwagę. W krótkiej recenzji mówię zarówno o największej bolączce tego albumu – kontekście, jak i o kilku możliwych do poprawy elementach warsztatu artystki, dzięki którym byłaby w stanie nagrać naprawdę solidny alternatywny materiał.
poprzedni artykuł
Króciutko: Rosalie. – Motherlode (2023)
kolejny artykuł
Recenzja: schafter – RAMOTKA (2023)
Autor podcastu Rap MATTers
sprawdź też:
Sly wciąż żywy. Questlove mierzy się z legendą
1 dzień temu
Powrót z klasą | Michał Wojtek – Worek na kości (2026)
1 tydzień temu
NAJLEPSZE ALBUMY 2025 WG REDAKCJI
1 miesiąc temu




