Branie udziału w festiwalach muzycznych od dawna było moim marzeniem, ale dopiero w ostatnim roku stało się częścią mojego życia. Po paru latach funkcjonowania jako biedny student Instytutu Vifonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, udało mi się w 2022 roku znaleźć czas i środki na letnią pogoń za ulubionymi wykonawcami. Może to tylko neoficka ekscytacja, ale prawie każdy duży festiwal miał dla mnie coś do zaoferowania. W tym roku sprawa wygląda jednak inaczej. Zrządzeniem losu, czy może nawet jego uśmiechem, zdecydowana większość moich ulubieńców z ostatnich lat pomija konkurencję i wystąpi na tegorocznym OFFie. Tak, jakby artyści ci zmówili się na wystąpienie w przeciągu trzech sierpniowych dni i bym nie musiał planować rozłożonego na wiele miesięcy koncertowego Tour de Pologne.

Z tej okazji chcę się z wami podzielić 15 wykonawcami, których najbardziej chciałbym zobaczyć na tegorocznym OFF Festivalu. Oczywiście jest to lista w pełni subiektywna, więc zabraknie na niej kilku bardziej rozpoznawalnych, „narzucających się” nazw. Choć Brak Kultury to portal przeważnie traktujący o rapie, nie ograniczę się do wykonawców z tego gatunku. To też nie ranking – obędzie się bez numerowania, a kolejność nie ma szczególnego znaczenia. Zaczynajmy.

Slowdive

Gdyby dano mi kilka minut, żebym wymyślił idealnego headlinera dla OFF Festivalu, prawdopodobnie nie wpadłbym na lepszy pomysł niż Slowdive. Bez nazwisk Neila Halsteada, Rachel Goswell, Christiana Savilla, Nicka Chaplina i Simona Scotta nie da rady rozmawiać o stylu shoegaze’owym. W jego eterycznej, dream popowej odmianie zespół już na zawsze będzie postrzegany jako najważniejszy. Wpływy ich tytanicznego dorobku z wczesnych i środkowych lat 90. słychać nie tylko u ówczesnych muzyków, ale i w dzisiejszej muzyce z szeroko rozumianej alternatywy. Wśród słuchaczy nie ma konsensusu wobec tego, która z ich płyt jest najlepsza i nawet wydany po 22 latach od poprzedniego powrotny album z 2017 roku przyjął się doskonale (wiemy, jak różnie z takimi akcjami bywa). Kolejny zaplanowany jest już na wrzesień, a zaledwie trzy dni temu otrzymaliśmy pierwszego promującego go singla. Niezależnie od tego, czy w setliście zostaną uwzględnione utwory z mojego ulubionego Pygmaliona, nastawiam się na magiczną atmosferę.

Pusha T

Terrence LeVarr Thornton z niejednego studia linijki nawijał. Ten obecny na scenie już od lat 90. amerykański raper wciąż cieszy się wielką popularnością, a to osiągnięcie, którym cechują się nieliczni. Nic dziwnego, że headlinuje OFFa. Jego kariera na dobre rozkręciła się na początku lat 00., gdy występował pod szyldem duetu Clipse. Kiedy współtworzący go brat Pushy zadecydował, że zamiast o gangsterce woli rapować o Jezusie, bohater tego akapitu zaczął wydawać solówki. Przez ostatnie dekady „Puszaty” zyskał renomę rapera niezawodnego, który nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu oraz czołowego eksperta popkultury w tematyce komercyjnego obrotu białym proszkiem. Fenomenalny mini-album Daytona, niezapomniany, zwycięski beef z Drakiem i solidna płyta It’s Almost Dry z zeszłego roku to moje trzy powody, dla których nie mogę pominąć jego występu.

Panda Bear & Sonic Boom

Nie wiem, czy to crossover, na który zasłużyliśmy, ale jesteśmy wdzięczni, że go dostaliśmy. Peter Kember (Sonic Boom) i Noah Lennox (Panda Bear) to zasłużone nazwiska dla muzyki psychodelicznej. Pierwszy z nich w latach 80. i 90. wraz z zespołem Spacemen 3, a następnie Spectrum, zajmował się przywracaniem do życia stylu space rockowego. Drugi solowo i w ramach legendarnego Animal Collective rewolucjonizował scenę eksperymentalną sięgając m.in. po noise, folk i barokowy pop. Choć ich dzieła dzieli miejsce i czas powstania, nie idzie nie odczuć między nimi duchowych podobieństw. Owocem tej współpracy jest wydany przez nich w zeszłym roku album Reset. Obaj panowie to fascynujący eksperymentatorzy brzmieniowi i spodziewam się, że doświadczenie słuchawkowe nie mówi wiele o potencjale ich występu na żywo. Ciekawość, brak oczekiwań wobec tego, co usłyszę, jest dla mnie głównym powodem wybrania się na ich koncert.

Spiritualized

To absolutnie musiał być następny przystanek na tej liście. Gdy Jason „J. Spaceman” Pierce z zespołu Spacemen 3 przestał się dogadywać z Sonic Boomem, zabrał ze sobą paru jego członków, znalazł kilku nowych i założył zespół Spiritualized. Skład przez lata się zmieniał, trzon space rockowy pozostał, a stawka została podniesiona. Muzyka Spiritualized z czasem stała się naprawdę monumentalna. Orkiestrowe aranże, gospelowe chórki, „ściana dźwięku” jako metoda produkcyjna – wszystkie te składniki sprawiają, że nie ma i nie będzie podobnej grupy. Choć wydany rok temu album Everything Was Beautiful uważam za jeden z lepszych w ich dyskografii, nawet bez niego moja obecność na ich koncercie byłaby obowiązkowa. Szykuje się niepowtarzalne doświadczenie.

Melody’s Echo Chamber

O Melody Prochet i jej płycie Emotional Eternal zdarzyło mi się już pisać przy okazji rankingu ulubionych płyt 2022 roku. W dzisiejszych czasach, kiedy to miękka muzyka psychodeliczna stała się tak przystępna komercyjnie, że nawet nowoszkolni raperzy widzą w niej potencjał na zwrot karierowy, francuska artystka przypomina, za co dokładnie kochamy ten styl. Większość jego reprezentantów zdążyło opanować sztukę kreowania wyrazistych, przyjemnych dla ucha brzmień do perfekcji, ale tylko niektórzy mogą się pochwalić wyróżniającymi się kompozycjami. Z całą pewnością należy do nich Melody, której piosenki w moim odczuciu z czasem stają się coraz lepsze. To właśnie dla nich i jej niesamowitego, wysokiego głosu przybędę na jej koncert.

Confidence Man

„Kiedy Polska?” – to pytanie, które regularnie pojawiało się w mojej głowie za każdym razem, gdy australijska grupa Confidence Man zapowiadała odwiedziny w Europie. Moje życzenie o ich przyjeździe w końcu się spełnia, ale czemu właśnie oni? Zespół, którego twarzami są wokaliści-tancerze skrywający się pod pseudonimami Janet Planet i Sugar Bones zajmuje się pastiszowaniem popularnych nurtów muzyki tanecznej. Na początku kariery w drugiej połowie zeszłej dekady obrali sobie za główny cel alternatywne, domowe disco, które szczyt popularności odnotowywało pod koniec lat 00. Postmodernistyczna, lecz szczera zabawa Confidence Man ostatnio skręca coraz bardziej w stronę najntisowego house’u, eurodance’u i festiwalowej muzyki dance, czego efekty obecne są na płycie Tilt, która znalazła się w moim rankingu ulubionych albumów 2022 roku. Ich muzyka to jednak nie tylko kolorowa, gatunkowa powłoka, a faktycznie wysoce rozrywkowe, prowokujące do tańca i wpadające w ucho piosenki. Koncert Confidence Man na OFFie to dla mnie absolutny must-see, a przy okazji i must-dance.

Belmondawg / Expo 2000

Nie minęło nawet 10 lat, od kiedy zrobiło się głośno o Tytusie Szyluku, a już wiemy, że jest jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego hip-hopu. Belmondawg od strony językowej dał się poznać jako łamacz barier i badacz przygraniczny. Dodawszy do tego dosadne delivery czy celny humor, nie ma wątpliwości, że zaoferował grze nową jakość. Po poukładaniu życia i wymianie trapowych beatów na klasyczne, które dostarcza mu producent Expo 2000, Młody G chce opowiadać poważniejsze opowieści niż dotychczas. Nadal jest mocny w gębie, czego dowodem jest epka Hustle As Usual z 2021 roku. To ważny artysta, ciekawa postać i ktoś, kogo występ na żywo muszę zobaczyć choć raz w moim życiu.

Homixide Gang

Każdy, kto pogadał ze mną 5 minut o hip-hopie wie jaki jego styl uważam za jeden z najlepszych muzycznych wynalazków ostatnich lat. Rage, bo o nim mowa, to energetyzująca odmiana rapu, w której melodyjność jest kluczem, a repetycja metodą. Amerykański duet Homixide Gang to jeden z jej czołowych reprezentantów, a w jego skład wchodzą nawijacze Beno i Meechie. Jako przedstawiciele labelu Playboia Cartiego wykładają przekonującą teorię, że od bycia nośnikami znaczeń, w słowach atrakcyjniejszy jest ich potencjał do stapiania się z podkładem i zarazem tworzenia niezwykłej dźwiękowej „gorącej masy”. W efekcie podczas odsłuchu Homixide Gang łatwo popaść w dziki trans. To brzmienie „teraz” i trzeba go doświadczyć na żywo.

Lancey Foux

A skoro już była mowa o rage’u, to trzeba wspomnieć o kolejnym artyście romansującym z tym stylem. Lance Omal to brytyjski raper, który lubi chodzić własnymi ścieżkami. Bierze, co chce z różnych trendów, ale nie pozostaje nikomu dłużny i tworzy własną, unikatową ofertę muzyczną. Lancey Foux na swojej najnowszej, wydanej w zeszłym roku płycie Life in Hell daje się poznać jako głosowy gimnastyk, który płynnie przeskakuje między agresywnymi skrzekami, a gładkimi rhythm-and-bluesowymi zaśpiewami. Zdolności wokalne i akompaniament w postaci wysokojakościowych, futurystycznych podkładów to dla mnie nader wystarczająca zachęta, by uczestniczyć na jego koncercie.

Jockstrap

Przy całym moim dystansie do tzw. „Brexit-core’u”, czyli sceny powstałych w drugiej połowie zeszłej dekady brytyjskich zespołów zajmujących się tworzeniem ambitnej, gatunkowej muzyki z istotnymi tekstami, nie mogę się obrażać na Jockstrap. Duet składający się z Taylora Skye’a i znanej również z projektu Black Country, New Road Georgii Elery nie tworzy muzyki ciemnej, ciężkiej i nudnej. Wręcz przeciwnie – w swym eksperymentowaniu, łączeniu w jednym miejscu pozornie do siebie niepasujących gatunków wypada świeżo i satysfakcjonująco. Ich debiutancka płyta I Love You Jennifer w końcu trafiła na mój ranking ulubionych albumów zeszłego roku. Jockstrap to dla mnie nie tylko pozytywne zaskoczenie, ale i coś muzycznie nowego, niełatwego do określenia. Wybiorę się na OFFowy koncert, bo pragnę ich lepiej zrozumieć.

Desire

Przypominam sobie czasy, gdy byłem świeżo po uczynieniu z muzyki mojej przodującej pasji. Wykonawców, których dziś znam, wtedy nie znałem. Zadawałem się z ludźmi, z którymi dziś już się nie zadaję. Wówczas została mi przedstawiona legenda Johnny’ego Jewela (ciekawa kolej rzeczy) i, zdaje się, wciąż w nią wierzę. Enigmatyczny kanadyjski instrumentalista jest ważną postacią kilku zespołów, w tym właśnie współtworzone z wokalistką Megan Louise Desire. Razem tworzą muzykę synthpopową na pograniczu synthwave’u. Jeśli mam komuś zaufać w kwestii tego drugiego, to właśnie im. Muzyka Desire oczywiście występuje w towarzystwie chłodnych świateł, ale widzę w niej pewną szczerość, której tak bardzo brakuje w tym stylu. Po 13 latach od debiutu, zespół wydał w 2022 swoją drugą płytę pod tytułem Escape. Moja własna muzyka też mocno opiera się na syntezatorach i liczę, że ten występ mnie zainspiruje.

Ugory

Swego czasu obracałem się w towarzystwie miłośników polskiej muzyki niezależnej, tak zwanego niezalu. Wraz z rozwojem moich zainteresowań zorientowałem się, że to nie do końca jest mój muzyczny dom, ale sympatia do niektórych artystów pozostała. Ugory to jeden z takich chlubnych przypadków. Ów składający się z ośmiu muzyków poznański kolektyw reprezentuje terytoria estetyczne, które lubię sobie nazywać „muzyką ciemną”. Ograniczona do minimum obecność pierwiastka popowego to najbardziej widoczne z działań mających na celu budowanie gęstej, gorzkiej atmosfery. Ugory zdecydowanie grają muzykę gatunkową, lubią dokonywać gatunkowych i stylistycznych syntez i, co bardzo rzadko spotykane, zawsze im to dobrze wychodzi. Sludge metal, dark ambient, a może post-rock? Co będą grać na tegorocznym OFFie? Wydana w tym roku epka Wicher sugeruje tę pierwszą opcję, a ja chciałbym się przekonać, czy tak rzeczywiście się stanie.

SOYUZ (СОЮЗ)

W historii najbardziej egzotycznych pomysłów na muzykę ten z pewnością jest jednym z nich. Białoruski SOYUZ, w którego skład wchodzą Aleksiej Czumak, Nikita Orłow i Anton Niemahaj nagrywa muzykę psychodeliczną, a aktualnie na warsztat bierze MPB, czyli święcącą największe triumfy w latach 70. brazylijską odmianę muzyki popularnej. W kontrze do wykonawców psychodelii, którzy posiłkując się retro-estetyką serwują nam współcześnie brzmiące piosenki przepuszczone przez efekt reverbu, czy flangera, oferta SOYUZa wypada oryginalnie i (o czym świadczy mnogość przemyślanych detali) prawdziwie. Białorusini będą promować na OFFie zeszłoroczny album o oszczędnym tytule II i są jednym z moich największych odkryć przy okazji studiowaniu line-upu festiwalu.

NNAMDÏ

Nie lubię używać określenia, że kogoś „nie da się zaszufladkować”. Uważam je za wyświechtane i zniechęcające do głębszej analizy. Tymczasem pochodzącego z USA Nnamdiego Ogbonnayę NAPRAWDĘ się nie da. Z całą pewnością to członek elitarnego klubu raperów, którzy okazali się również wyrafinowanymi songwriterami i multi-instrumentalistami. Najłatwiej o nim mówić właśnie przez pryzmat piosenek, bo są one zupełnie nieporównywalne do czegokolwiek. W 3 losowo wybranych utworach z jego nowego albumu Please Have a Seat znajdziemy około 10 różnych gatunków/stylów muzycznych, więc pozwólcie, że posłużę się tym jako wyznacznikiem, jak wiele w jego kawałkach się dzieje. Domyślnie jestem sceptyczny wobec muzyki, o której się tak mówi, zazwyczaj odbieram ją jako bałaganiarską i irytującą. W przypadku NNAMDÏego absolutnie tak nie jest. Fascynuje mnie jego postać, jego muzyka i jego freakowy humor. To do zobaczenia na koncercie?

we watch clouds

Z zespołów w konwencji „chłopaki z gitarami” najbardziej upodobałem sobie warszawskie we watch clouds. Rzeczone są należycie głośne i ostro tnące, perka również jest mocna w ekspresji, a gdyby tego było mało, wokale polegają na dzikich, rozemocjonowanych krzykach. W końcu mamy do czynienia ze screamo, czyli hardkorową i, jak sama nazwa wskazuje, wrzeszczaną odmianą muzyki emo. Członkami grupy są Maciek, Jan i dwaj Arturowie. Ich utwory na niedawno wydanej płycie it’s all so vibrant now it’s sickening są wieloczęściowe i w swej zmienności osiągają świetną dynamiczną równowagę. Liczne zmiany motywów nigdy nie stają się nudne, ani wymęczające… psychicznie. Na wymęczenie fizyczne w końcu przyjdzie czas na ich koncercie na OFFie.

I to tyle. Zdaję sobie sprawę, że ostateczna lista koncertów, na które się wybiorę, będzie się nieco różnić od powyższej z uwagi na konflikty czasowe, ale… cóż poradzić. Jeśli wy też chcecie zobaczyć na żywo powyższych artystów lub masę innych, niewymienionych (i przy okazji zbić ze mną pionę) możecie zakupić bilet na festiwal na jego stronie. Artykuł powstał we współpracy z OFF Festivalem, ale ani OFF Festival, ani inne, związane z nim podmioty nie ingerowały w jego treść merytoryczną.