Markowy to producent z bardzo ładną listą współprac. Na jego bitach nawijali m.in. Nullizmatyk, Ryfa Ri, Hurragun, Ero, dołożył też swoją cegiełkę do projektu „Respect for Tape”. Wydał kilka płyt, w tym np. album „Markowy Decó” z rapem Decó oraz przede wszystkim beattape’y – tutaj najlepsza prawdopodobnie jest zeszłoroczna „Percepcja”. Oprócz tego Markowy towarzyszy raperom jako DJ lub po prostu rozgrzewa publikę przed koncertami. Krótko mówiąc, człowiek hip-hop, który zasługuje na nieco więcej rozgłosu.

Czym dla Ciebie jest hip-hop?

Niewątpliwie jest częścią mojego życia, towarzyszy mi od najmłodszych lat, gdzie najpierw fascynował, a później zajawka pchnęła mnie w stronę wyrażania siebie poprzez jego elementy, na swój własny sposób.

Jakie jest Twoje pierwsze hip-hopowe wspomnienie?

Ciężko wspomnieć mi pierwsze, ale na pewno jedno z pierwszych to kaseta WYP3, którą dała mi siostra. Myślę, że mógł być to rok premiery, czyli 1995. Lokalne targowisko, wystawca z kasetami i płytami. Chwilę później też był Liroy, którego każdy znał na pamięć. Ale u mnie WYP3 przetarło szlak. Miałem wtedy może 12 lat. Podstawówka, kanciapa w bloku z kolegami. Dalej były pierwsze tagi po ścianach, teledyski, breakdance, szukanie i zbieranie muzyki do tańczenia, robienie składanek na treningi, pierwsze mixy, pierwsze pokazy, hiphopowe jamy, wypady autobusem do innych ekip na treningi, wymiany kasetami, zbieranie materiałów. W krótkim czasie hip-hop skasował większość filmów, bajek i gier z Commodore 64, jakie miałem w domu na kasetach.

Jak zmieniło się Twoje podejście do hip-hopu na przestrzeni lat?

Trochę się zmieniło w odbiorze, bo z wieloma rzeczami dziś nazywanymi hip-hopem zwyczajnie się nie utożsamiam albo po prostu nie nadążam za tym. Ale tworzenie to nadal ten sam fun. Dalej lubię to robić. Co więcej, z perspektywy czasu uważam, że to całkiem niezła forma auto-arteterapii, ucieczki od wielu rzeczy, na które nie mamy wpływu, a zarazem ukierunkowanie emocji poprzez tworzenie muzyki, tańczenie, rysowanie, bujanie się do rytmu itd. I finalnie to jest dla mnie największa wartość, którą wyciągam z Ha do Ha.

Biorąc pod uwagę Twój dorobek, z czego jesteś najbardziej dumny?

Najbardziej z mojego ostatniego albumu „Percepcja”. Zrobiłem tam, co mogłem, Szczególnie na ten czas życia, w którym byłem, a był to okres wyjątkowy, bo m,in. wtedy urodził mi się syn, którego pojawienie przedefiniowało wiele priorytetów, co też przełożyło się na produkcję i workflow, często nocny. Dlatego, że jest tam zapis moich emocji z tego czasu, album ten jest dla mnie wyjątkowy.

Czy jest jakiś dawny beat, na który krzywisz się lub szczególnie się zdezaktualizował?

Tak, są bity, na które się krzywię. Zdezaktualizowanych również wiele by się znalazło, zwłaszcza brzmieniowo. Bywa, że gdy ktoś weźmie ode mnie bit i nagra zwrotkę po dwóch latach, to muszę go miksować na nowo. Czasami trzymam się pierwotnego brzmienia, ale zdarza się, że wykręcam zupełnie inaczej brzmiący bit. Odbiór bywa różny, czasami przyzwyczajenie do surówki jest mocniejsze niż racjonalizm, ale bywa, że jednak wersja raw bardziej pasuje do koncepcji.

Czy masz jeszcze jakieś hip-hopowe marzenie?

Jasne, wiele ich, choćby zrobić album producencki, który zostanie takim klasykiem jak „Kodex” czy „Świeży materiał”. Zapisze się w historii i po prostu dobrze zestarzeje, o tym sobie czasem marzę.

Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w hip-hopie – co by to było?

Może postrzeganie kultury przez ludzi spoza środowiska, które nadal bywa stereotypowe. Czasem to szkodliwe, a czasem głupie.

Czy myślisz, że hip-hop przetrwa kolejne 50 lat?

Tu można sobie gdybać. Bo z jednej strony… elementy kultury hip-hopu były obecne wśród ludzi już dawno, tylko w innej formie, adekwatnej do czasów i okoliczności, może nienazwane i niezebrane pod wspólnym mianownikiem „pokoju miłości i zabawy”, ale wszystko już było, więc jest szansa że przetrwa. Z drugiej strony… nie „czy”, a „w jakiej formie”. Dziś nikt nie ubiera się jak bboy w 80. roku; moda się zmienia. Muzyka się zmieniła, brzmienie soundsystemów się zmieniło, technologia, wymagania na contestach się zmieniły, to już nie dzikie aka złote lata 90. Do tego odłamy, które trochę wyszły z kultury (jak turntablizm, który niekoniecznie musi być hip-hopowy) lub do niej weszły i wprowadzą zmiany brzmieniowe lub zmodyfikują całkowicie vibe (jak zrobił to trap). A te z kolei mogą wyprzeć ten „korzenny” hip-hop jako jedność i pozostaną osobnymi elementami. Pożyjemy, zobaczymy. Od nas wszystkich zależy, czy przetrwa. Pokój!