„Dlaczego hip-hop?” to jedno ze stereotypowych, najgorszych pytań w wywiadach. Niemniej gdy zadawane jest w pełni świadomie i z pełnym szacunkiem do interlokutora, może prowadzić do niezwykle ciekawych wypowiedzi, zdradzających wiele faktów z życia rozmówcy. Udowodnił to Andrew Rausch w swojej wydanej w 2011 roku książce „I Am Hip-Hop: Conversations on the Music and Culture”, dla którego pytanie „Co znaczy dla Ciebie hip-hop?” było początkiem każdej rozmowy, a z odpowiedzi układała się fascynująca mozaika ukazująca historie, motywy i dzieciństwa przepytywanych. Podobny efekt chciałbym uzyskać w cyklu „Dlaczego Hip-Hop?”. Każdemu – a zamierzam zapraszać raperów, producentów, DJ-ów, dziennikarzy i osoby związane z hip-hopem – będę zadawał te same pytania. A one, choć uniwersalne i banalne, będą pięknie przedstawiały rozmówców. Mam już kilka odpowiedzi i wiem, że było warto.

Na pierwszy ogień Mada – człowiek hip-hop. Choć przez moment był członkiem znanej wytwórni, przede wszystkim zapisał piękną kartę w historii polskiego podziemia, a sam przekonuje, że czuje się undergroundowcem. O jego kawałkach zresztą kilkukrotnie pisaliśmy na łamach Braku Kultury. Mada nie tylko nagrywa, ale też żyje hip-hopem – to słychać w jego twórczości, która przepełniona jest follow-upami czy po prostu miłością do gry. Wydaje mi się idealnym gościem pierwszego odcinka cyklu.

Czym dla Ciebie jest hip-hop?
(śmiech) Wiadomo, że to najgorsze pytanie, bo każda odpowiedź jest zła i dobra, ale postaram się jakoś z tego wybrnąć. „To setki godzin w pociągach gapiąc się w szybę, to praktyka i ćwiczenia, kartka i wolne style!” (śmiech). Na poważnie rzecz ujmując, dla mnie osobiście hip-hop u zarania przygody był wyrazem buntu i odmienności. W moim środowisku nie było wielu osób wciągniętych w tę kulturę, a ja poszukiwałem czegoś swojego, co pozwoliłoby mi się wyrazić; czegoś co łączyłoby wrażliwość i zimno, które mam w sobie od lat. I tak jakoś na siebie wpadliśmy i wszedłem w to na maxa. Oczywiście odnajduję w hip-hopie piękną kulturę, którą mogę zwiedzać codziennie w inny sposób, wielowątkowość i wielowymiarowość, ciekawe kreacje, słowo, którym lubię się bawić, przyjaciół i podejście do świata od walki, aż po wyjebanie na wszystko. Fascynuje mnie ta różnorodność i otwartość, patologicznie połączona z konserwatywnością i zasadami. Jak to mówią: do tańca i do różańca. Hip-hop jest wszędzie jak JWP i to jest najlepsze.

Jakie jest Twoje pierwsze hip-hopowe wspomnienie?
Mam trzy. Jedno, to jak pożyczałem od brata ciotecznego już na płycie „Marshall Mathers LP”; drugie, jak siostra przyniosła do domu „Kinematografię” zgraną na kasetę i całą noc ją przegrywałem na jamniku, żeby mieć czego słuchać w drodze na kolonie i pamiętam, że wtedy zwariowałem i przez 2,5 h drogi słuchałem tylko tego; a trzecie jak na jakiejś zielonej szkole w podstawówce rapowaliśmy refren z wersji clean WWO „W Wyjątkowych Okolicznościach” nie wiedząc, o co tam chodzi, z tym jękiem (śmiech).

Jak zmieniło się Twoje podejście do hip-hopu na przestrzeni lat?
Może stałem się delikatnie mniej radykalny i zobojętniałem na niektóre zjawiska, ale w sumie się nie zmieniło. AVE PDG!

Biorąc pod uwagę Twój dorobek, z czego jesteś najbardziej dumny?
Praktycznie ze wszystkiego, może poza pojedynczymi zwrotkami, ale jeśli musiałbym coś wyróżnić, to na pewno byłby to „Niespokój” jako moje ulubione i najbardziej dopracowane solowe wydanie i nadal dobra płyta; ZETENWUPE „Bejbo” jako wspomnienie pięknych czasów, sentyment do macierzystego duetu i przełomowość przynajmniej osobistą; oraz WCK „Skład Kru”, bo to kozacki album pełen treści i hiphopowych bangerów oraz świetne klipy z historią w tle.

Czy jest jakiś dawny tekst, na który krzywisz się lub szczególnie się zdezaktualizował?
Krzywię się na moje drętwe flow w kawałku „Bez precedensu”. „A jak nagrałem coś słabego, to żartowałem”.

Czy masz jeszcze jakieś hip-hopowe marzenie?
Jest wiele. Są koncerty do obejrzenia i gościnki do nagrania. Mógłbym wymieniać na potęgę, ale załóżmy, że rzucę po jednym z każdego. Chętnie zobaczyłbym jeszcze raz Jaya na żywo, a z polskich, osiągalnych featów, to na pewno Włodi.

Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w hip-hopie – co by to było?
Żeby Smarki znowu rapował i żeby Big L zmartwychwstał. A na poważnie, to fajnie by było, gdyby kultura znów się zjednoczyła i wszystkie elementy nawzajem się wspierały i sobą interesowały, bo to jest prawdziwe piękno tego zjawiska i szkoda mi, że to się tak rozeszło na przestrzeni lat.

Czy myślisz, że hip-hop przetrwa kolejne 50 lat?
Na spokojnie.