Witam. Bez zbędnego gadania przechodzimy do właściwej zawartości. Ksywa taka mało intuicyjna, ale kiedyś miał lepsze. Znany jest także jako Onry Of The Oraclez, Reason, Count Draven, a także Cape Cowen.
Michael Sean Martinez urodził się w 1979 w Farmington w Nowym Meksyku. W dzieciństwie jego głównym hobby była gra w baseball. Podczas pobytu w szkole podstawowej poznał gościa o ksywie Sleep który powróci w tej historii za kilka zdań. Utworzyli oni wtedy duet Oraclez Creed – ale nic się nie zachowało do tego czasu. To były takie pierwsze amatorskie próby rapowania. Onry miał zająć się studiami w Arizonie i kształcić się na zawodnika baseballu, ale po wizycie u Sleepa który przeprowadził się do Seattle – rzucił wszystko w cholerę, zamieszkał z nim i zaczął robić hip-hop. Wtedy mniej więcej powstał jego debiut Knightingale – wydany w podziemiu w 1997.

Wkręcili się oni we dwóch w lokalną scenę i niedługo później postanowili zebrać najlepszych raperów z okolicy i utworzyć supergrupę aby przebić się gdzieś dalej. Poniekąd się to udało ponieważ wspomniany Sleep po dzień dzisiejszy jest znany głównie jako Sleep of Oldominion. Na przestrzeni lat wydali jeszcze kilka rzeczy w tym gigantycznym składzie przez który przewinęło się 29 osób, ale największy wpływ na scenę znaną jako Pacific Northwest (w kontekście nazewnictwa typu East Coast/West Coast) odcisnął ich debiut z roku 2000 – One. Poza wspomnianym duetem, sercem tego projektu było trio Frontline w którego skład wchodzą Destro, Nyqwil, oraz Snafu.

Kolejnym przystankiem na naszej podróży przez dyskografię Ozzborna jest duet (pierwotnie trio) znane jako Grayskul – w którego skład oprócz dzisiejszego bohatera wchodzi raper znany jako JFK Ninjaface (jak można się domyślić, również zawodnik Oldominion) oraz basista Rob Castro który odszedł po kilku latach działalności. Sami zainteresowani wspominają że ich główną inspiracją stylistyczną był duet Cannibal Ox, co wprawne ucho powinno bez większych problemów wyłapać. Zadebiutowali w 2004, ale postanowiłem umieścić tu numer z albumu z 2005 – ponieważ nabrali wtedy nieco więcej charakteru i pewności w jakim kierunku chcą podążać.

Ciężko stwierdzić z czego jest znany najbardziej – jedni powiedzą że Grayskul, inni powiedzą że Dark Time Sunshine. No właśnie, skupmy się na moment na tym drugim. Jest to duet raper/producent założony w roku 2009 z gościem znanym jako Zavala. Dosłownie wszystko co zrobili jest wydane w Fake Four Inc. Te projekty są znane poniekąd z tego że możemy na nich usłyszeć całą masę mniej lub bardziej popularnych raperów w tym eksperymentalnym środowisku. Jeśli sam miałbym coś od niego polecić, to najprędzej właśnie byłoby to DTS i ich dwa konkretne albumy: Vessel (2010), oraz ANX (2012). Bardzo niedawno powrócili i wydali Lore (2021) ale jeszcze nie miałem okazji słuchać.

To może teraz kilka słów o wytwórniach i dyskografii – licząc wszystkie te grupy, duety i tak dalej. Wydawał on w takich miejscach jak: Under The Needle Recordings, Rhymesayers Entertainment, Mp3com (chociaż ciężko to sklasyfikować jako label, odsyłam do Discogs), Universatile Music, Taxidermy Records, Fake Four Inc. (z nimi zrobił zdecydowanie najwięcej), Camobear Records, One Drop Records, 300 Club Records, Ted Records, oraz w kilku/kilkunastu innych tworach które bardziej figurują jako jakieś wytwórnie-widmo w których praktycznie nic innego nie wyszło. Dyskografia: nadal licząc wszystko zbiorczo, to przyłożył on swoją rękę na przestrzeni lat 1997-2021 do 32 LP, 3 EP (z czego 11 LP i 2 EP to jego solówki), oraz wielu singli wydawanych osobno na winylach 12″ i 7″. Na ten moment najnowszym solowym projektem jest Nervous Hvnd z roku 2018. Sorry że było dość mało z jego życiorysu, ale nie chciałem was zamulać kolejnymi linijkami. Cały czas zapominam że staram się tutaj dość zwięzłą formę trzymać.

Podsumowanie: Onry Ozzborn ma bardzo pewny siebie styl, przypominający wspomniany duet Vast Aire/Vordul Mega co działa jak najbardziej na plus. Miło że ktoś o nich jeszcze pamięta i próbuje nieść podobny klimat. Najbardziej polecam jego dokonania w duecie Dark Time Sunshine – jeśli tam poczujecie „to coś” to z resztą albumów będziecie mieli z górki.