Witam. Ten miesiąc w polskim rapie był absolutnie beznadziejny (serio, ani jednej nawet znośnej płyty, chyba że liczymy reedycję Eisa) więc przenieśmy się już 24 raz w tym cyklu za ocean i do przeszłości. Dostępny materiał źródłowy jest mniej więcej długości trzech zdań, więc wycisnę z tego ile będę w stanie.
Albert Shepard urodził się jakoś w okolicach 1980 w Columbus. Aktywny na scenie od 1999 – legalnie zadebiutował w 2003 w duecie o nazwie Soul Position z producentem RJD2, zaczynając od prawdopodobnie swojego najlepszego albumu. Była to pierwsza rapowa rzecz zahaczająca o brzmienia alternatywne jaką w życiu usłyszałem. Co prawda totalnie nieświadomie jak miałem ze 13 lat, ale pamiętam to do dziś. Jako ten duet wydali jeszcze w 2006 roku album Things Go Better with RJ and AL i zakończyli działalność.

Tego samego roku wszedł solowo z materiałem o nazwie The Weightroom, ale lecimy chronologicznie do przodu więc tutaj poruszymy temat ekipy Greenhouse Effect która zaczęła działać w 1999 w składzie Blueprint, Inkwel, Manifest, a do której później dołączył Illogic (o nim sobie powiemy w tekście z numerem #33). Jak możecie się na tym etapie spodziewać – ich oficjalny debiut miał miejsce w 2003. Dwa lata później wyszło całkiem solidne Columbus or Bust:

Dalsze losy Greenhouse dość przyczajone, ale w przeciwieństwie do SP nie zakończyli działalności. W 2009 i 2010 pojawiły się dwie EPki o nazwie Electric Purgatory, a w 2013 wydali kolejne po 2005 LP o nazwie Bend But Don’t Break. Albert jest także producentem. W 2007 roku wydał on instrumentalny album o nazwie Sign Language. Na przestrzeni lat wydawał on albumy tylko w Weightless Recordings (jego własna wytwórnia, przy której swego czasu pomagał Illogic) oraz w znanym wam już Rhymesayers Entertainment.

Generalnie jest to gość znany z dogrywania bardzo potężnej ilości featów dla takich osób jak np. Aesop Rock, Slug, Jake One, czy Mr. Lif. Jego dyskografia również nie należy do super-skromnych. Na ten moment jest to 10 solowych LP oraz 4 EPki. Z późniejszych rzeczy największym rozgłosem odbiły się: Respect the Architect (2014), King No Crown (2015) oraz Vigilante Genesis (2016).

Jeśli czytacie tę serię dłużej niż kilka tekstów – możecie się domyślić że jest to kolejna postać praktycznie zupełnie zapomniana przez amerykańską scenę i kolejna postać która ma to totalnie gdzieś i dalej robi swoje. Mógłbym tu rzucić jakiś truizm, ale wiecie doskonale o co chodzi.

Podsumowanie: Blueprint ma bardzo fajny wokal, co sprawia że słuchanie go przychodzi dość łatwo i naturalnie. Polecam go sobie wrzucić na słuchawki w takiej opcji kilku płyt jedna po drugiej. Jest to jeden z tych wykonawców którzy mają dość niski próg wejścia i nie uświadczycie tutaj jakichś niesamowitych eksperymentów i odlotów. Raczej chill.