Witam. Jako follow-up do poprzedniego tekstu, znów opowiem wam o osobie która już nie żyje.
Micheal David Larsen urodził się w Saint Paul (Minnesota), 1981 – również tam dokonał swojego żywota w 2010 roku. Swego czasu było to złote dziecko rapu z północy. Absolutnie genialny na freestyle który to z czasem porzucił na rzecz nagrywania tylko albumów studyjnych i grania z nich później koncertów. Jedna z wiodących postaci wytwórni Rhymesayers Entertainment. Zadebiutował w podziemiu jeszcze przed mutacją, ale już w duecie z producentem który będzie obok niego aż do samego końca – DJ’em Abilitiesem, w okolicach 1994/5 jako Sixth Sense z albumem Grand’s Sixth Sense.

Wspominałem o freestyle, tutaj próbka umiejętności. Za wygrany turniej z propozycją kontraktu zwrócił się do niego sam P. Diddy, ale Eyedea odrzucił ten pomysł – aby zająć się budowaniem wspomnianego Rhymesayers wraz z przyjaciółmi.

Pierwszy z trzech albumów wyprodukowanych przez Abilitiesa został wydany w 2001 i spotkał się z bardzo pozytywnymi recenzjami. Wcześniejsza bitewność zaczęła przeradzać się w teksty oferujące znacznie więcej od tych przeciętnych.

Rok później pod ksywą Oliver Hart wydał projekt The Many Faces of Oliver Hart, or How Eye One the Write Too Think. Nie robił sobie ani chwili przerwy i po 2003 spędzonym na pracy – w 2004 wyszła kontynuacja First Born, o nazwie E&A. Jeszcze bardziej dopracowana, jeszcze bardziej dosadna w przekazie.

Niedługo po E&A powstała grupa w składzie Eyedea, Kristoff Krane, J.T Bates, oraz Casey O’Brien – o nazwie Face Candy. Była to rzecz brzmieniowo dość undergroundowa i przez to mniej znana, mniej przystępna. W 2006 nagrali pierwszą płytę This Is Where We Were, oraz w 2011 drugą na zakończenie działalności z wiadomej przyczyny – Waste Age Teenland. Ostatnim solowym albumem jaki Larsen legalnie wydał na krótko przed śmiercią było By The Throat, w roku 2009. Ciężko w rapie znaleźć więcej wymieszanego ze sobą smutku i złości (singiel nie oddaje tego klimatu, jaki oferuje sam album). A, dodatkowo pośmiertnie w 2015 wyszło The Many Faces of Mikey.
A sama śmierć? We śnie – niewydolność oddechowa spowodowana pochodnymi opiatów.

Podsumowanie: Micheal był postacią bardzo złożoną, gdy mówił o swoich uczuciach i emocjach to poruszał słuchacza bardziej niż przeciętny raper. Przeszedł od fazy przechwalania się na bitwach, przez klasyczne rapowanie, po eksperymenty z bardziej jazzowymi (Face Candy), metalowymi (By The Throat), czy abstrakcyjnymi (albumy Duluth Is the Truth, oraz When in Rome Kill the King) klimatami – w każdym z nich pozostając do bólu autentycznym i szczerym. Tradycyjnie zachęcam do zgłębienia jego dyskografii na własną rękę.
Bonusowo, polecam dużą ilość tribute’ów nagranych na jego cześć: Blueprint – Great Eyedeas Never Die, Immortal Technique – Toast to the Dead, Sadistik – Micheal, The Uncluded – Bats, oraz Murs – I Miss Mikey.