Witam. Kolejny już raz opowiem wam o raperze, który umarł. W tym wypadku był to rak płuc, z którym Mu (jego ksywa wśród kolegów) od diagnozy zmagał się przez 8 lat.
Tero Smith znany jako Camu Tao urodził się w Columbus w 1977. Łącznie jego bycie aktywnym na scenie trwało 11 lat, od ’97 – kiedy w 2008 przegrał walkę. Był raperem, producentem i wokalistą. Wchodził w skład takich ekip jak MHz (Copywrite, RJD2, Jakki da Motamouth, Tage Future), duet Nighthawks z Cage’m (którego to rapera przedstawię w tekście z numerem 19), duet S.A. Smash z Metro, oraz The Weathermen w którym oprócz MHz było Cannibal Ox, El-P, Yak Ballz (o nim też kiedyś coś napiszę), oraz jeden z członków Juggaknots. Pierwszy solowy singiel oficjalnie wydał po 4 latach pisania i nagrywania, otagowany jako Camu Tao z MHz.

Co ciekawe – wszystkie te ekipy których był częścią, wydały tylko po jednym albumie. Debiutem Tero który mógł sobie postawić na półkę był selt-titled projekt o nazwie Nighthawks, stworzony jako Nighthawks z roku 2002.

Później w 2003 jako S.A. Smash wyszło Smashy Trashy, oraz jako The Weathermen powstał mixtape The Conspiracy. MHz doczekało się wydawnictwa dopiero w 2012 po 15 (!) latach od utworzenia (o nazwie MHz Legacy). Wcześniej mieli na koncie tylko jedną luźną kompilację o nazwie Table Scraps z 2001. Za sporą część bitów odpowiadał tam Mu, razem z RJD2 i Copywritem. Jako iż idziemy jednak w czasie do przodu, to należy wspomnieć o trylogii mixtape’ów wydanych w 2004-2005 jako Blair Cosby. Ich domeną jest zniekształcony wokal i teksty skupiające się na nieco.. innych rzeczach niż Tao zwykle poruszał.

Jednocześnie z trwającymi pracami nad solówką – założył z El-P duet o nazwie Central Services, gdzie również powstał tylko jeden materiał o wdzięcznej nazwie Forever Frozen in Television Time. Tak skupiając się na moment na stylu jaki prezentował, to dość często ślizgał się gdzieś między rapem a popem/R&B w dużo bardziej psychodelicznym wydaniu. Bity które tworzył nawiązywały momentami do elektroniki, lub posiadały w sobie gitarę – co razem składało się w bardzo nieoczywistą mieszankę doprawioną trochę wyższą barwą głosu jaką naturalnie posiadał.

Jego jedyny pełnoprawny solowy album ukazał się pośmiertnie w 2010 nakładem Fat Possum Records, krótko po zakończeniu działalności Definitive Jux. Niedługo później El-P zadedykował mu swoje ostatnie jak do tej pory solo z 2012 – Cancer 4 Cure.

Podsumowanie: Jeśli stoi przed wami długa wyprawa autostradą (najlepiej gorącym latem), to z muzyką tego gościa przebiegnie ona wielokrotnie lepiej. Chociaż jego jazda dobiegła już końca, to rzeczy które po sobie zostawił brzmią jakby końca nie miały nigdy i jest to zdecydowanie zaleta. Słychać w nich przepisany 1:1 charakter twórcy wymieszany z samymi dobrymi pomysłami, bez miejsca na przypadek – tylko starannie dopracowane tracki. Na początku możecie się odbić przez ten wokal, ale warto dać kilka kolejnych szans.
Bonusowo, bardzo polecam utwór Aesopa z albumu The Impossible Kid o nazwie Get Out of the Car, który jest hołdem złożonym bohaterowi dzisiejszego felietonu (oraz jednocześnie historią o tym jak bardzo Ian się rozsypał po diagnozie i po dziś dzień do końca tego nie pozbierał).