Witam. Nazywam się Mateusz Wieczorek i będę prowadził tu cykl poświęcony rapowi, który wymyka się podziałom na oldschool, trueschool, oraz newschool. Możecie mnie znać z kanału na YouTube o nazwie Yata, gdzie wrzucam odsłuchy mniej lub bardziej znanych albumów już od czterech lat. Czasem też robię bity i piszę teksty, ale nie jest to na tyle dobre, aby się szerzej nad tym rozwodzić. Postaram się, aby felietony te były w miarę zwięzłe – jedynie w formie wprowadzenia do działalności danego artysty, lub grupy. Poszukiwanie samemu bardziej szczegółowych informacji jest w tym przypadku dość interesującym procesem, podczas którego sami zaczniecie docierać do jeszcze mniej rozpoznawalnych (a równie wartościowych) wykonawców.


Krąży po sieci od kilku lat wykres z zasobem unikalnych słów u amerykańskich raperów. Na samym szczycie tej stawki plasuje się bohater dzisiejszego felietonu – Aesop Rock.

W 1976 roku w Nowym Jorku przyszedł na świat Ian Matthias Bavitz, który od samego początku był osobą bardzo kreatywną. Wychowywał się on na rapie, lecz łączył to hobby z czytaniem książek, sumienną nauką i rysowaniem – co przełożyło się na jego fascynację skomplikowanymi metaforami i rozbudowanymi opisami rzeczywistości. W 1997 roku pojawił się znikąd z pierwszym albumem. Już wtedy wiedział jaką drogą chce podążać i dość jasno określił swoje brzmienie. Na pierwszym i drugim planie stały tylko i wyłącznie teksty. Długie i zawiłe zwrotki na których analizowaniu można spędzić wiele dni.

Jest on również producentem – jednak w tej kwestii musiało upłynąć nieco więcej czasu, zanim doszedł do zadowalającego (według samego siebie) poziomu. Na początku drogi pomagali mu w tym Dub-L oraz Blockhead, ale od pewnego momentu zaczął nawijać głównie na swoich własnych podkładach. Pierwszym utworem który zaznaczył go na mapie rapu z wschodniego wybrzeża i napędził pozyskiwanie fanów – było Daylight wydane w 2001, jako część dobrze wspominanej płyty pt. Labor Days. Na fali tego w 2002 powstało Daylight EP gdzie oprócz nowych tracków znajduje się odwrócona wersja utworu o nazwie Nightlight, oraz utwór bonusowy na którym po raz pierwszy otworzył się dużo bardziej pod kątem swojej rodziny i przeszłości.


Kolejnym przełomem dla rozpoznawalności tej ksywki był progres jaki zaliczył w 2007 wydając po raz pierwszy album na którym repeat value dla słuchaczy nie aż tak skupiających się na tekstach – zaczęło istnieć. Tytułowy utwór stał się hitem zataczającym jeszcze szersze kręgi niż Daylight i wszystkie poprzednie albumy (Music For Earthworms, Appleseed, Float, Labor Days, Bazooka Tooth, Fast Cars) razem wzięte.

Po tej płycie miał kilka lat przerwy, wrócił dopiero w 2011, kiedy z raperem znanym jako Rob Sonic (zajmiemy się nim następnym razem) założył duet o nazwie Hail Mary Mallon. Wytwórnia Definitive Jux (utworzona przez El-P, dziś znany z Run the Jewels) w której wydawał – przestała działać, więc przeniósł się do Rhymesayers, z którymi współpracuje do dzisiaj.

W 2012 i 2016 wydał płyty na których jeszcze bardziej pogłębił swoje możliwości odnośnie tekstów, bitów i brzmienia jako-takiego. Uchodzą one najlepsze dokonania w jego dyskografii. Szczególnie ta druga z 2016 dotycząca w całości jego życia z lat 80 i 90.

Gdzieś po drodze pojawiła się trylogia Lice wydana z Homeboy Sandman’em, bity wyprodukowane na album FELT (duet Murs & Slug), dość sporo udziałów gościnnych, kilka luźnych numerów wydanych w formie winyli 7-calowych i płyta w całości na podkładach Tobacco którym dużo bliżej do elektroniki niż do klasycznego brzmienia.


Podsumowanie: Ian jest raperem kompletnym. Posiada wszystko, co dobry raper posiadać powinien. Od momentu, kiedy go odkryłem należy do mojej ścisłej czołówki. Wszystko, co wydaje od 2012 jest jego „formą ostateczną” i ciężko sobie wyobrazić, aby w tej stylistyce było cokolwiek więcej do osiągnięcia. Życzę mu przynajmniej następnej dekady albo i dwóch regularnego tworzenia płyt na takim poziomie jak dotychczas.