Od dawna uważam się za największego fana OutKast na świecie. A przynajmniej w moim mieście. Przez lata tylko obserwowałem, jak ten sympatyczny duet z Atlanty wzbudza całkowicie odmienne emocje wśród słuchaczy. Najpierw na różnych forach, potem na facebookowych grupach, czy ostatnio na serwerach Discord. Listów do redakcji The Source niestety nigdy nie miałem okazji zobaczyć, lecz podejrzewam, że i w nich została zachowana pewna tendencja. Doskonałym jej zobrazowaniem zdaje się być słynna sytuacja z 1995 roku. Na gali rozdania nagród wspomnianego The Source w Nowym Jorku, Big Boi i Dre odbierają statuetkę za najlepszą nową rapową grupę i zostają wygwizdani przez wszystkich tam obecnych, aby już trzy lata później utrzeć im nosa i nagrać nośne numery z ich bożyszczem Slick Rickiem i Raekwonem z Wu-Tang Clan.

Pamiętam starszych kolegów, którzy uznawali OutKast za rap dla przedszkoli. Zdziwienie na twarzach koleżanek z klasy zafascynowanych Hey Ya!, którym tłumaczyłem, że ten zespół zmienił bieg historii hip-hopu. Kiedyś co do zasady można było znaleźć opinie, że to Big Boi jest tym prawdziwym raperem, a André 3000 co najwyżej dziwakiem. Dzisiaj, jeśli zawierzyć wyświetleniom, nikt nie czeka na nowe nagrania pierwszego z nich, a drugi, po serii oszałamiających featuringów w ostatnich latach, wielokrotnie określany jest mianem GOAT. Nigdy natomiast, nie wiedzieć czemu, nikt nawet nie zasugerował, że OutKast mógłby być najlepszą funkową kapelą z Atlanty. Choć niemal na każdej jego płycie znajdziemy dowody, pozwalające uznać ten tok myślenia za niegłupi.

Ustalmy najpierw fakty. OutKast to wizjonerzy, których muzyka jest ponadczasowa i oryginalna. Ich rap do dzisiaj brzmi bardziej świeżo niż wiele współczesnych nagrań. Zupełnie, jakby data jego spożycia miała nigdy nie nastąpić. André i Big Boi wyprzedzili grę o kilka ładnych lat, a ich ATLiens czy Aquemini okazały się kamieniem milowym dla rozwoju muzyki rap. Mimo to uwielbiają przedstawiać swoją muzykę jako funk, nie hip-hop. W końcu Stankonia oznacza „planetę funku”.

Wizjonerzy nie ograniczają swoich inspiracji jedynie do rapu

W twórczości współzałożycieli Dungeon Family wpływy najlepszego funku są nad wyraz słyszalne. Weźmy dla przykładu jeden z moich faworytów na Speakerboxxxutwór Bowtie. Zawsze myślałem, że uzależniająca kompozycja powstała niemal od zera w głowie Big Boia, ale kiedy kilka lat później natrafiłem na album Motor-Booty Affair Parliament i włączyłem numer Mr. Wiggles odniosłem wrażenie, jakbym ten pomysł na refren, przeszkadzajki czy dobór instrumentów gdzieś już słyszał. Nie kryłem rozczarowania. Na szczęście jedynie przez chwilę. Po prostu wraz z każdą kolejną płytą, którą w życiu przesłuchałem, coraz bardziej rozumiałem, jak działa proces twórczy artysty.

Kiedy słuchałem wyłącznie rapu, myślałem, że każdy wyróżniający się poza pewien schemat MC, nazywany wizjonerem, rodzi się z darem do tworzenia rzeczy przełomowych. Otwierając się na różne gatunki, słuchając i poznając ich historię, pojąłem, że wszystko już dawno zostało zapisane na płytach. Trafiło to do mnie dobitnie, kiedy w utworach Sly & The Family Stone usłyszałem podobne rozwiązania do tych, które czterdzieści lat później zastosował Kanye West na wychwalanym My Beautiful Dark Twisted Fantasy. To nie ujma, bo sztuką jest właśnie wyczucie oraz umiejętne przyswojenie, nieprzesadna interpretacja i zapożyczenie czyjejś twórczości do własnej.

Big Boi zaraz przed wizytą w studio może i nie spotkał nikogo, kto podstawiłby mu pod nos gotowy numer, ale niewątpliwie był już świadomym artystą, osłuchanym z milionem płyt. A dzięki talentowi, umiejętnościom i wykształconemu poczuciu estetyki stworzył piękne nagranie. Jakoś tak mam, że bardziej ufam raperom o szerszym spojrzeniu na muzykę, którzy wśród inspiracji wymieniają Ala Greena czy Syla Johnsona zamiast Run DMC czy Geto Boys. Tacy raperzy w moich oczach mają większe predyspozycje, aby stać się wizjonerami, do grona których OutKast bezsprzecznie należy. Bo André i Big Boi nie wzorowali się wyłącznie na kolegach z branży.

Wpływ pochodzenia artysty na jego twórczość

Zdecydowanie łatwiej jest wykształcić danemu artyście pierwiastek wybitności w swojej muzyce, jeśli wychowywał się w regionie, który był ważnym ośrodkiem na krajowej scenie, niezbędnym dla jej rozwoju. W Filadelfii prężnie działała Philadelphia International Records, która wydawała ulubione płyty Questlove’a. W Detroit J Dilla dorastał w rytmach Motown. Okres rozkwitu muzycznej sceny w Atlancie przypada akurat na lata dziewięćdziesiąte, w których ukazał się debiut OutKast – Southernplayalisticadillacmuzik. W kogo mogliby być zapatrzeni André i Big Boi? Sceny soulowej w latach siedemdziesiątych jakby w ogóle nie było w stolicy stanu Georgia. Owszem, to stamtąd pochodzi Gladys Knight, ale czy wraz ze swoim zespołem The Pips aż tak mocno oddziaływała na tamtejszych młodych twórców? Aktywny był zespół Brick, ale w porównaniu do innych amerykańskich zespołów typu, nie wiem, The Delfonics, wciąż pozostawał niszą. Pozostali artyści, tacy jak Sandy Gaye, Tony Troutman czy Richard Marks zostali zapamiętani jedynie jako miejscowe legendy. Od kogo więc mieliby się uczyć muzyki przyszli budowniczy sceny w Atlancie? Ważne, aby od najlepszych!

Przed chwilą zachwycałem się wspólnymi numerami OutKast z najbardziej poważanymi raperami nowojorskiej sceny. Na tej samej płycie, we własnej osobie, wystąpiła absolutna legenda muzyki, pionier p-funku, założyciel Parliament / Funkadelic – George Clinton. Gościł również później na solowym debiucie Big Boia – Sir Lucious Left Foot: The Son Of Chico Dusty. Największa inspiracja dla duetu z Atlanty? Przekonajmy się. Mówiłem już o wpływach muzycznych. Nie wspominałem jedynie, że w muzyce ATLiens jest pełno odniesień do kosmosu, podobnie jak w p-funkowej mitologii, którą wymyślał Clinton wraz z kolegami.

W 2016 roku Young Thug pojawia się w sukience na okładce swojego albumu Jeffery. Większość ortodoksyjnych słuchaczy uważa, że jest to przekroczenie pewnej granicy, koniec prawdziwego rapu. We wkładce do płyty Stankonia widzimy André 3000 też ubranego w kieckę. A mamy 2001 rok! Tymczasem ponad 20 lat wcześniej pierwsi hip-hopowcy także noszą fikuśne stroje, o czym zdają się zapominać dzisiejsi hip-hopowi puryści. Nie jest żadną tajemnicą, na czyich strojach wzorowali się Grandmaster Flash & The Furious Five podczas projektowania własnych. W tamtym okresie panowała taka moda, ot co. Widok facetów w butach na obcasie z wymyślnymi perukami na głowie, ubranych w pstrokate koszule z falbanami, nikogo nie dziwił na ulicach w USA, a gdzie tam dopiero na scenie. Funkadelic przecież nie grał koncertów w garniturach! Czy nie brzmi to znajomo? Można się czepiać ekscentrycznych wdzianek 3 Stacksa w co drugim teledysku OutKast, ale trzeba pamiętać, że nie wzięło się to znikąd.

Czy OutKast należał do kolektywu P-Funk All Stars George’a Clintona?

Powiązań z szaloną świtą Clintona ciąg dalszy. O ile Big Boi pod względem ubioru nie różnił się zbytnio od archetypowego rapera z Południa, o tyle w teledysku do So Fresh, So Clean dotrzymuje kroku swojemu koledze z ekipy w zakresie stylizacji. Nie towarzyszy mu jednak w tym całym szaleństwie na jednym z koncertów, na którym André 3000 pojawia się w… pampersie. Przypadek? Niekoniecznie. Gitarzysta Garry Shider, jeden z filarów Parliament, został zapamiętany z jednego prostego powodu: na ich koncertach zawsze występował w pieluszce. Wszystko już jasne? OutKast to funk prosto z Atlanty! Umiejętnie zapełnia dziurę, którą zostawili tam muzycy z poprzednich pokoleń.

Jak już wspomniałem, André i Big Boi byli częścią muzycznego kolektywu Dungeon Family. Podobnie jak P-Funk All Stars George Clinton, który stał się ich poplecznikiem. Ciężko jest określić, kto ostatecznie należał do tej p-funkowej rodzinki. Oczywistym jest, że Bernie Worrell, Eddie Hazel, Bootsy Collins czy Maceo Parker. Pozostałych członków możemy się tylko domyślać. W jednym z wywiadów sam George Clinton powiedział, że familię tworzą wszyscy, z którymi współpracował. Nie twierdzę, że Aquemini należy stawiać na równi z One Nation Under A Groove, ale jednocześnie nie wykluczam, że André Benjamin i Antwan Patton byli muzykami, których Clinton miał na myśli. Tylko że mógł równie dobrze mówić o takich nazwiskach jak Ice Cube, Snoop Dogg, Scarface, Kendrick Lamar czy Aleon Craft. Z nimi również nagrywał. Owszem, mógł o nich mówić, lecz w ich dyskografiach nie znajdziemy numerów, z których można by było złożyć porządny, funkowy album. A OutKast miał ich co najmniej siedem, nawet pomijając w całości płytę The Love Below.

O ile Southernplayalisticadillacmuzik utrzymany jest raczej w klasycznej hip-hopowej formule z wyraźnymi g-funkowymi inklinacjami, o tyle już na tym albumie słyszymy przepiękny Funky Ride, w którym Big Boi i Dre nawet nie uczestniczą! Gdyby nie perkusja z Rolanda TR-808, można by było powiedzieć, że numer jest żywcem wyjęty z którejś sesji nagraniowej The Isley Brothers. Za główne partie wokalne odpowiadają wokaliści z Society Of Soul, którego założycielami są Organized Noize, Esparonza Brown oraz Big Rube. Ich jedyny krążek – Brainchild – został właściwie niezauważony, a przez krytyków, mimo gościnnego udziału George’a Clintona, nieprzychylnie przyjęty. W Funky Ride Edward Stroud dostarczył słuchaczom hipnotyzującą solówkę na gitarze, a na samym końcu Debra Killings imituje orgazm. Dwa lata później na szczęście została zaangażowana do poważniejszych zadań – chórki w Jazzy Belle i Elevators (Me & You). Utwór ten jest jednym z powodów, dla którego mogę głosić tak absurdalne tezy, jakoby OutKast grał funk. Ktoś powie, że nie można dwóch raperów uznać za zespół funkowy, ale to uproszczenie. Dlaczego?

Udział Debry Killings stanowi idealny pretekst, aby coś wytłumaczyć. Bynajmniej nic o seksie. Dużym uproszczeniem jest twierdzić, że OutKast to tylko André i Big Boi. Za kulisami każdego ich krążka zawsze stało mnóstwo ludzi. Nie liczę tych, którzy współtworzą każdą płytę na świecie, odpowiedzialnych za realizację nagrań czy sesję zdjęciową do okładki. Mam na myśli tych niewidocznych na pierwszy rzut oka. OutKast to przede wszystkim genialne produkcje Organized Noize, ale i Earthtone III, w skład którego wchodzili André 3000, Big Boi i Mr. DJ. Z jedną różnicą. Kiedy gdzieś zobaczysz, że produkcją nagrania zajmował się DJ Premier, od razu domyślasz się, że to Preemo ciął sample i programował perkusję na AKAI. Tymczasem już na debiucie OutKast Sleepy Brown, Ray Murray i Rico Wade (czyli wywołani do tablicy Organized Noize) byli wspierani przez licznych muzyków sesyjnych, którzy dogrywali partie basowe na gitarach do ich produkcji. Podobnie zresztą postąpiło UGK na swoim drugim albumie, gdzie beaty Pimpa C zostały wzbogacone o gitary Leo Nocentelliego z kultowych The Meters.

Wszystkie instrumenty w produkcjach Earthtone III czy chórki w nagraniach OutKast są dziełem muzyków, którzy zazwyczaj nie byli nawet wymienieni jako goście na płycie. Sleepy Brown jest synem Jimmy’ego Browna – saksofonisty Brick, najlepszego funkowego zespołu z Atlanty. Nic więc dziwnego, że w dyskografii OutKast odpowiada za produkcję i wokal w ich najbardziej rozpoznawalnych, nośnych refrenach. O tym się jednak głośno nie mówi. Podobnie jak o Debrze Killings, która na większości tras koncertowych OutKast grała na gitarze basowej i odpowiada za bas w niemal całości utworów ze Speakerboxxx. Najlepsze intro w historii – You May Die – jest autorstwa Joi, która również z mniejszym lub większym powodzeniem prowadziła swoją karierę solową. Należała również do Dungeon Family. Za chórki, choćby na warszawskim koncercie grupy w 2014 roku, odpowiadała Keisha Jackson, córka słynnej w świecie soulu artystki (a zarazem bohaterki jednej z najśmieszniejszych okładek w historii do płyty Back To The S..t!) – Millie Jackson. Widać więc jak na dłoni, że OutKast to nie tylko dwóch MC oraz „beaty, rymy i życie”, a organiczna praca w studio i przenikający się ze sobą wybitni muzycy.

Wykraczanie poza ramy gatunku

Na ATLiens nie ma żadnego utworu, który z powodzeniem mogłyby znaleźć się na albumie wyprodukowanym przez Quincy’ego Jonesa, ale w zamian na Aquemini są już dwa. No, chociaż w zasadzie i taką płytę mogłoby otwierać intro z ATLiens! W SpottieOttieDopaliscious charakterystyczny motyw główny, wielokrotnie samplowany popis sekcji dętej, stał się wizytówką OutKast. Kolejny raz słyszymy, a jakże, Sleepy’ego Browna, a André i Big Boi stawiają na spoken word, opowiadając swoje historie w towarzystwie perkusji.

Liberation z kolei to dzieło monumentalne, hymn o wyzwoleniu. Nie wyobrażam sobie hip-hopu bez tego numeru, który paradoksalnie z hip-hopem ma niewiele wspólnego. André wraz Marvinem Parkmanem (który miał okazję współpracować z Curtisem Mayfieldem w schyłkowym okresie kariery) wypracował ostateczne brzmienie pianina. W utworze pojawia się Erykah Badu, która pierwotnie miała dograć się do Spottie…. Co ciekawe, cztery lata później współtworzyła Jimi Was A Rock Star Commona, który jest wyraźnie inspirowany Liberation. Tutaj nawet Big Boi śpiewa! Obecność Cee-Lo akurat w tym numerze również nie powinna nikogo dziwić. Chórki Joi i Screechy Peach’s nadają temu wybornie zaaranżowanemu utworowi bardziej emocjonalnego i uduchowionego wydźwięku, a całość zamyka Big Rube ze swoim spoken wordem i wykwintne improwizacje.

Stankonia również zawiera dwa numery, wychodzące poza ramy hip-hopu. Toilet Tisha to krótka historia o pewnej dziewczynie, za którą wszyscy tęsknią. Dre wybiera śpiew, a Big Boi stawia na spoken word, aby skutecznie przedstawić swoją perspektywę. Tło stanowią szalone syntezatorowe wariacje. Stankonia (Stanklove), zamykający płytę numer, to piosenka miłosna. Pierwsza w dyskografii OutKast, w której Big Boi nie wziął udziału. Znajomo zaaranżowana, bogata w brzmienie syntezatorów, jakby jej patronem został sam Giorgio Moroder. Psychodeliczna, pełna krzyków i uniesień. Obsadzona w starą ekipę – szalony André, atakujący z drugiej flanki Sleepy Brown oraz rubaszny Big Rube. Tytułowy numer, który wyjątkowości tego albumu stawia kropkę nad i, mimo że nie mówi się o nim tak często, jak o Ms. Jackson.

Ostatnie pożegnanie ze słuchaczami

Idlewild jest zgodnie uznawany za najsłabszy w dyskografii OutKast. Pytanie brzmi, czy gdyby nie poprzedzająca go ponadprzeciętna i równa dyskografia, byłby uważany za co najmniej świetny? Podejrzewam, że tak. Nie tylko dlatego, że ma najładniejszą okładkę, ale to na nim świat pierwszy raz usłyszał o Janelle Monáe. Zgodnie ze zwyczajem zapoczątkowanym już na debiucie, album zamyka prawie dziewięciominutowy A Bad Note. To pożegnalny numer OutKast – zespół w ten sposób postanowił się rozstać ze swoimi słuchaczami. A raczej sam André. Kompozycja jest mocno inspirowana tytułowym utworem z płyty Maggot Brain Funkadelic, w którym popisy na gitarze Eddiego Hazela uchodzą za jedną z najbardziej udanych improwizacji w historii muzyki. Konstrukcje obu utworów są zresztą podobne, lecz w A Bad Note bardziej dominują obłędne klawisze. Wraz z przesterowanymi gitarami wywołują u słuchacza poczucie smutku lub nostalgii, co jest typowe dla pożegnań. Numer z gatunku tych, które prędzej spodobają się wujkowi, pamiętającemu punkowe festiwale w Jarocinie niż fanowi Big Daddy Kane’a.

W 2001 roku ukazuje się album całego kolektywu Dungeon Family. Even In Darkness jest niespójny – średnie numery przenikają się z tymi świetnymi. Jednym z jaśniejszych punktów płyty jest Rollin’, który z hip-hopem ma tyle wspólnego, że autorami są uznane już w hip-hopie postaci. To przepiękny, uduchowiony numer. Stylistycznie pasowałby do Stankonii. Jego warstwa muzyczna jest prosta i trzyma się klasycznej hip-hopowej formuły. Partie wokalne André 3000 i Cee-Lo, pełne emocji, dosłownie chwytają za serducho. Mądrością, przekazaną z zacięciem profesora, dzieli się sam Big Rube. Czego chcieć więcej? Może rozbudowanych aranżacji jak w każdym z omawianych tutaj numerów? Z drugiej strony – czy nie tak wyglądał najlepszy neo-soul w wykonaniu Eryki Badu, który oszczędnie produkował 9th Wonder?

Często się śmieję, że kupując w antykwariacie funkową płytę z lat siedemdziesiątych w ciemno, należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Jeśli na okładce widnieje chłop z wąsem, a na liście utworów znajduje się minimum jeden, przekraczający pięć minut czasu trwania, oznacza to, że dzieło będzie doskonałe. Gdyby tak wykroić powyższe numery z krążków OutKast i złożyć z nich osobny album, spełnilibyśmy te kryteria. Byłby niespójny, ale dostarczyłby mnóstwo radości kolekcjonerom winyli. Wobec tego czy OutKast to najlepsza funkowa kapela z Atlanty? W jakimś stopniu na pewno, ponieważ mają ku temu ogromne predyspozycje i niewielką konkurencję. W rapie uchodzą za wizjonerów, ale przecież na prawie każdej płycie pokazali, że umieją w funk i soul doskonale. André 3000 i Big Boi to świadomi artyści o szerokich horyzontach, nieznający ograniczeń. Wraz z całym kolektywem Dungeon Family inspirowali następne pokolenia muzyków – CunninLynguists, Earthgang, wymieniać można bez końca. Dlaczego jednak ostatecznie zdecydowali się na tworzenie rapu to już należy ich spytać osobiście.