[Marcin Półtorak]

Widziałem te wszystkie wasze dyskusje na redakcyjnym (mogę to tak nazywać?) Diskordzie i gdybym nie skomentował, to nie miałbym honoru. A prawda jest taka, że obdarzyłem OIO wieloma odsłuchami i żyję, a co więcej – słucha mi się tego bardzo dobrze. Z drugiej strony – to nie jest album na żadną poważną topkę roku.

Zacznijmy może od minusów, żeby Was udobruchać. Oczywiście, są momenty tak żenujące, że aż chce się zedrzeć skórę z krindżu – za „Worki w tłum” czy wjazd w stylu „Musztarda grey poupon / Mała, trzęś dupą” (aż mnie boli klawiatura, jak to piszę) powinien być pierdl. Do tego ziomeczki miewają problemy z pisaniem zwrotek na temat. Przoduje w tym zwłaszcza Otso – bywa, że Oki i Igi piszą wersy mniej (Oki) lub bardziej (Igi) wokół klucza, a Młody Jan w tym czasie wypluwa teksty totalnie z generatora. Te wszystkie linijki zupełnie od czapy, których jedynym uzasadnieniem jest zawarcie Drogiej Marki™ – też do wyjebania.

A tera plusy. Czy Was naprawdę aż tak boli, że trzech typów spotkało się w studio ponagrywać spontaniczny rap o rapie? Ok, przyjmuję fakt, że to jest produkt, ale co z tego, kiedy ten produkt po prostu sam się słucha? Refreny, zwłaszcza te zbiorowe, żrą jak złe, brzmią jakby raperzy siedzący obok siebie w studio co chwila pstrykali palcami i powtarzali „O, to jest świetne, daj, dogram do tego swoje dwa takty”. Tu i tam zdarzają się dobrze ugryzione pomysły („Amerykańskie teledyski” i rozkmina o tym, że przy obcych łatwiej być sobą niż przy kolegach). Kawałki takie, jak „MVP” (ten przede wszystkim!, no czy to nie jest TEN klasyczny rap, który pokochaliśmy?), „Transparentny” czy „Paleta barw” to przecież jest esencja głupawego rapowania o rapie – klimatu, na którym każdy z nas się wychował wziął.

I do tego te bity. Wspomniany już „MVP” (CatchUp i Sem0r, do tego scratche Phunk’Illa) przynosi dobrą, płynącą melodię, również wspomniane „Amerykańskie teledyski” (Kubi) rzucają na kanapę i każą wyczilować, podobnie jak (ugh, wspomniana) „Paleta barw” (SHDØW). Resztę płyty robi @atutowy (z przerwami na nolyrics i Michała Anioła), a wiadomo, co to oznacza – jakość.

You can hate me now.

[Mateusz Osiak]

No może i Ci się słucha, a ja się zrzygałem ze trzy razy w trakcie odsłuchu i nie zmusisz mnie, żebym to włączył drugi raz.

[Michał Bełdzikowski]

Nie no zawód. Bardzo lubię całą trójkę, wiem co potrafią… To nawet nie jest ułamek ich potencjału. Najbardziej szkoda mi skądinąd Otso. Kurwa… Prawie już zapomniałem o „Nowy Kolor”. Nic mi nie wpadło w ucho. Całkiem fajne bity i pomysły na teledyski. Parę momentów wzbudza śmiech. Nie wiem czy z zażenowania, czy to specjalny zabieg. Generalnie OIO guma (nie orbit) >> OIO rap (nie produkt).

[Hubert Ujazdowski]

Rok 2021 jest rokiem w którym rapgra staje na chuju i kręci bączki. Zawsze sajkowałem Otsochodzi i Okiego, więc trzymałem kciuki za sukces OIO, które pomimo loga które wygląda jak berło z bilami, na papierze miało spory potencjał. Po odsłuchu krążka mam smutną refleksję – 2020 chciało na siłę powtórzyć sukces Taconafide, biorąc nahajpowanych raperów i crossując ich. Niestety brakło tego co było unikalną siłą Quebohemingwaya – wyczuwalnej z kilometra chemii, przyjaźni artystów i wspólnych przeżyć. OIO jest tworem równie naturalnym jak Ekipa czy TeamX, chłodną kalkulacją nastawioną na zasięgi, hajpy i maksymalne wykorzystanie potencjału fanbasów. Niestety gdzieś przy planowaniu tego przedsięwzięcia (które w mojej opinii jest prawdziwym medialnym majstersztykiem, chapeau bas 2020!) nikt nie przewidział że z wielkiej chmury spadnie mżawka. Nie czepiam się tu broń boże podkładów, bo @atutowy jest w szczycie formy, Kubi robi naprawdę świetną robotę na „Amerykańskich Teledyskach”, ale sami gospodarze wypadają naprawdę blado na tych bitach. Teksty miotają się od pustosłowia do czystej krindżuwy, i dobrze mi się słucha tego tylko gdy wsłucham się w bit i pominę gospodarzy. OIO to bomba z zamoczonym lontem, i nawet w tych piosenkach które są wykalkulowanymi koncertowymi bengerami („Worki w tłum”) nie czuję tej energii. Albo może po prostu nie jestem w tej focus grupie w którą celuje OIO?

Ale dlaczego ta rapgra kręci bączki? Bo OIO sprawiło że straciłem serce do 2XO, a zyskałem nowy szacunek do Young Igiego, który najlepiej płynie na tej płycie. Po raz pierwszy w życiu pomyślałem sobie „Ten Igi to w zasadzie kocur, muszę sobie coś od niego przesłuchać”. Za to jestem wdzięczny OIO.

[Mateusz Wieczorek (Yata)]

Czekam aż znowu będziemy
Rzucać worki w tłum, tłum
Gdy na parkiecie nasze fanki
Rzucam worki w tłum, tłum
a na głośniku Nicki i Cardi
Rzucam worki w tłum, tłum

Nie mów nikomu łamiemy zasady bo
Rzucam worki w tłum, tłum
w domu też bywa funky
Nie będę trzeźwy, nie wierzę w cuda

Kiedy wpadają koleżanki
Jarane worki, pita jest wóda (co?)

[Offcheck]

– Co było przyczyną powstania tego albumu?

– OIOciągi raperskie w sposób wzorcowy nagrywają albumy, w sposób błyskawiczny. Jesteśmy w czołówce krajowej, a nawet światowej. Liczba słabych albumów z roku na rok maleje.

– Ale co było przyczyną powstania tego albumu?

– Już Panu odpowiedziałem.

– Dobrze, to proszę mi jeszcze powiedzieć, na czym powstanie tego albumu polegało?

– OIOciągi raperskie w sposób wzorcowy nagrywają albumy, w sposób błyskawiczny. Jesteśmy w czołówce krajowej, a nawet światowej. Liczba słabych albumów z roku na rok maleje.