Ostatnio pewna wokalistka na Twitterze zauważyła, że osiemnaście z dwudziestu najbardziej wiralowych wśród polskich użytkowników Spotify piosenek powstało w całości z zastosowaniem narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji. Szczególną popularnością cieszy się Kutas Records, anonimowy prompciarz stojący za takimi przebojami jak „Gejowski Blues”, „Gejowskie Szanty” i „Nordycki Gej”.
Można się łatwo domyślić, kto stanowi publiczność tych wypuszczanych taśmowo homoerotycznych pastiszy. Gdy ja chodziłem do szkoły, całkiem popularne były obsceniczne parodie muzyczne zespołu Arka Satana, takie jak „Płody, płody, płody” na nutę „Cheri Cheri Lady” Modern Talking czy „Czarna msza”, przeróbka „Stayin’ Alive” Bee Gees.
Popularność nagrań Kutas Records i jemu podobnych można wytłumaczyć tym, że piosenki typu novelty, czyli humorystyczne kawałki o obniżonej wartości artystycznej i stosunkowo krótkim terminie ważności, zawsze będą obecne w kulturze. Ale to przecież nie wszystko, co ma nam do zaoferowania muzyka AI. Wiele utworów nie powstaje dla gówniarskich żartów i często dość przekonująco imituje ludzką twórczość, oszukując zaangażowanych słuchaczy.
Ale czy zauważyliście, że żaden z muzycznych wytworów AI nie brzmi dobrze? Sztucznie inteligentne piosenki nigdy nie bazują na muzyce, która reprezentuje sobą jakość, kunszt czy świeżość. Wszystkie te produkty czerpią ze źródeł muzycznych, których cechy przewodnie to komercyjność i użytkowość.
W chwilach słabości zdarza mi się przewijać wertykalne shorty na YouTubie. Wśród reklam wyskoczyła mi raz taka, w której polska sztucznie inteligentna wokalistka śpiewała do sztucznie inteligentnej gitary akustycznej o męskiej prokrastynacji i wynikających z niej problemach łóżkowych. Jej głos szokująco skutecznie naśladował przezroczystą egzaltację rodzimej komercyjnej szkoły wokalistyki.
Skąd taka decyzja: (1) prompciarza i (2) maszyny? Bo: (1) wielu ludzi słucha takiej muzyki i (2) jest powszechna. Istnieje całkiem spora szansa, że słuchaczom tego typu muzyki stworzonej przez ludzi, taka sama muzyka stworzona przez AI się tak po prostu, na gruncie estetycznym, spodoba.
Przeciwko rosnącej w siłę i pełniącej coraz szerszy zakres funkcji sztucznej inteligencji wystosowano wiele sensownych argumentów, takich jak psychologiczno-kognitywny czy ekologiczny. W tym tekście chciałbym zwrócić uwagę na ten, który się w ich cieniu nieco zagubił, czyli właśnie estetyczny. Produkty sztukopodobne AI są najzwyczajniej w świecie niezwykle lamusiarskie. I nie ma co się z takimi stwierdzeniami krygować.
Sporo wyrazów agitacji na rzecz muzyki AI dochodzi ze stronnictwa świadomych-bezdusznych – techbrosów zachwyconych tym, że oślepił ich ekran. Głośni są również nieświadomi-bezmyślni – wyborcy słów „cwel” i „szon” w plebiscycie na Młodzieżowe Słowo Roku, którzy nigdy w życiu nie zadali sobie trudu szukania dobrej sztuki. Twarzy sztucznie inteligentnego lamusiarstwa jest wiele.

Lata temu dzięki poptymizmowi, czyli poglądowi twierdzącemu, że nawet najbardziej komercyjna sztuka powinna być domyślnie traktowana na równi z najambitniejszą, odnowiła się moja miłość do muzyki, która trwa do dzisiaj. Wyrastające w sprzeciwie wobec mizogińskiej kultury popularnej lat zerowych ideały są dziś jednak wystawiane na próbę. Kiedyś określanie się „miłośnikiem popkultury” brzmiało wyzwalająco. Dziś brzmi co najmniej podejrzanie.

Sztuczna inteligencja nie zatrzymuje się i tak czy owak zinfiltruje popkulturę do niewątpliwie nieakceptowalnego stopnia. Nie da się temu na razie zapobiec, ale to nie znaczy, że nie wiadomo, co robić. Przewiduję, że w następujących latach wylęgnie się nowa subkultura bazująca na stanowczym, głębokim i dumnym sprzeciwie wobec kultury chłamu w połączeniu z odrzuceniem zbędnej technologii.
A gdyby tak już tworzyć tę alternatywę? Bo dlaczego mamy kłócić się z ludźmi, którzy lubią karmić swoje zmysły tępym szumem? Może w końcu zmęczeni i obrzydzeni zaśmieconym, zzombifikowanym internetem zaangażujemy się w swoje własne, mniejsze wspólne przestrzenie? Będzie nam lepiej i poczujemy się lepsi – uciecha dla ciała i dla ducha.




