Mroku jak zwykle nie próżnuje. Po opisywanych przez nas instrumentalnych projektach „Rozmowach samplowanych” oraz „Nowej grze plus”, a także wydanych pomiędzy nimi „Drobnych zgrzytach”, przyszedł czas na kolejny koncept album. „Za rogiem” jest opowieścią o Polsce, kraju z dykty, na który uwielbiamy narzekać i ludziach – naszych znajomych, sąsiadach, bliskich, bo wydaje mi się, że w tekstach Mroka odnajdzie ich każdy słuchacz. Poszczególne rozdziały spajają skity stylizowane na Polską Kronikę Filmową.

Matt: Gdybyś miał się urodzić jeszcze raz i mógłbyś wybrać miejsce, w którym mieszkasz – dalej miałbyś w dowodzie Koszalin, Polska?

Mroku: Gdybym mógł urodzić się jeszcze raz, to nic bym nie zmieniał. I nie chodzi nawet o samo miejsce urodzenia czy życia, ale też o decyzje, które podejmowałem. To wszystko mnie zbudowało – zarówno dobre, jak i złe rzeczy. Jest takie powiedzenie: „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”.

Dlaczego w takim razie kochasz ten – jak sam rapujesz – kraj z dykty?

Bo dla mnie kraj to nie jest polityka, urzędy czy przepisy. Kraj tworzą przede wszystkim ludzie, miejsca i wspomnienia. To tutaj dorastałem, tu są moje historie, rodzina, przyjaciele i wszystko, co mnie ukształtowało. Mogę narzekać na system, na absurdy czy to, jak wiele rzeczy działa, ale to nie zmienia faktu, że to jest mój dom. Można krytykować coś, co się kocha. Czasami nawet trzeba. 

Masz 45 lat, tworzysz prawie od trzech dekad, wydałeś 24 projekty, a jednak dalej Ci się chce. Jak sam mówisz: piszesz, bo dusi. 

To nie jest takie proste, bo składa się na to kilka rzeczy. Z jednej strony sprawia mi to ogromną przyjemność, to moja pasja, ale też pewnego rodzaju wyzwanie, żeby cały czas starać się być w tym lepszym. Poprawić flow, styl pisania czy technikę. Z drugiej strony czasami muszę wyrzucić z siebie różne emocje i przemyślenia, a robię to właśnie w ten sposób. Myślę też, że tworzenie w pewnym sensie nadaje mojemu życiu sens. Kiedy pracuję nad muzyką, czuję, że robię coś, co naprawdę jest moje.

Miałeś płyty w sklepach muzycznych, wydawałeś na legalu, od lat jednak działasz w podziemiu. Doświadczyłeś już wielu zmian, jeśli chodzi o rynek czy w ogóle odbieranie popkultury. Na “Za rogiem” poświęcasz zjawisku tiktoktyzacji kilka wersów – myślisz, że dla twórców, którym chodzi o coś więcej niż tworzenie kontentu jest jeszcze nadzieja?

W którym miejscu rapuję o tym zjawisku? Nie kojarzę, żebym mówił o tym wprost. 

W “Na murach” padają wersy o tym, że wartościowe, osobisty rzeczy giną w zalewie materiałów lekkich, przyjemnych i nastawionych na zysk. Bohater jest poniekąd zmuszony, by wyrazić siebie pisząc coś na murze – dzięki temu też zostaje dostrzeżony i wpływa na innych. Myślę, że to bardzo zgrabna metafora.

To ciekawa interpretacja, bo faktycznie można ten utwór też tak odczytać. Natomiast, pisząc go, miałem trochę inną intencję.

Bardziej chodziło mi o to, że za prostymi napisami na murach często stoją prawdziwe ludzkie historie. Mijamy je na co dzień i zwykle nie zastanawiamy się, kto je zostawił ani dlaczego. A przecież czasem za jednym krótkim zdaniem kryje się czyjś dramat, samotność, nadzieja albo próba wołania o pomoc. To był dla mnie główny punkt wyjścia.

Ten wers o Facebooku i rolkach jest raczej komentarzem do współczesności. Ktoś próbuje powiedzieć coś ważnego, ale jego wpis ginie w zalewie treści robionych pod zasięgi i pieniądze. Dlatego napis na murze staje się bardziej symbolem desperackiej potrzeby pozostawienia po sobie śladu niż krytyką mediów społecznościowych. Ale jeśli odczytujesz to szerzej, jako metaforę tego, że wartościowe rzeczy są dziś zagłuszane przez powierzchowny kontent, to też jest w porządku.

Natomiast jeśli chodzi o nadzieję, to zależy o jakiego typu nadziei mówisz. Jeśli chodzi o to, że dużo osób będzie tego słuchało, bardziej niż przeciętnego gówna w Internecie, to raczej nie ma. Z roku na rok jest coraz gorzej – coraz gorszy kontent i muzyka mają coraz większą oglądalność i słuchalność.

Ale to nie oznacza, że nie warto tworzyć porządnych rzeczy. Wręcz przeciwnie – trzeba jeszcze mocniej robić coś przemyślanego. Zawsze znajdą się ludzie, choć nie ma ich zbyt wielu, którzy będą chcieli czegoś ponadprzeciętnego. Problemem jest tylko dotarcie do nich i przebicie się przez ten cały szajs.

Natomiast jeśli mówisz o nadziei na porządny zarobek, to jest ona znikoma. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, komu może się to udać, ale to pewnie będzie jedna osoba na dziesięć lat.

Niektórzy raperzy z wiekiem pokornieją albo nie ostrzą aż tak mocno pióra. Często skupiają się na dojrzalszych, sentymentalnych tonach. U Ciebie oczywiście pojawiają się nieuniknione wątki przemijania, ale dalej jest w Tobie dużo buntu i żółci, które przelewasz na papier.

Wiesz, ja już 20 lat temu poruszałem dojrzałe wątki, przemijania, śmierci, uderzałem w sentymentalne tony. To część mojej osobowości, ale jest też druga. Czasami daje o sobie znać mocniej, jak w przypadku albumu „Za rogiem”. Po prostu mocno wychwytuję negatywne zjawiska. Pozytywne oczywiście też, ale one nie dają mi tak dużej inspiracji jak te negatywne. Do tego mam naturę buntownika, ale tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne. Na co dzień jestem spokojnym człowiekiem.

Jestem w stanie w to uwierzyć. W skitach, które spajają ten materiał, Twój głos jest o wiele bardziej pogodny niż ten z kawałków. Zresztą – iskierki nadziei da się znaleźć np. w “Powrotach”. 

Tak, bo ja nie lubię zostawiać wszystkiego w czerni. Zresztą uważam, że „Za rogiem” nie jest jakimś ciężkim albumem. Nawet jeśli opisuję trudne rzeczy, to gdzieś z tyłu zawsze tli się jakaś nadzieja. „Powroty” są właśnie o tym, że czasami trzeba wrócić do miejsc, ludzi albo do samego siebie, żeby coś zrozumieć.

Do tej pory rapowałeś najczęściej na swoich bitach albo na bitach ludzi, z którymi współpracujesz niemalże od zawsze. “Za rogiem” wyprodukowali jednak producenci zza granicy.

Przy poprzednich płytach jak choćby „Fantazja” z 2018 roku, czy „Drobne zgrzyty” z 2023 też współpracowałem z zagranicznymi producentami, więc „Za rogiem” to nie pierwszy raz. Po prostu szukałem brzmienia, klimatu, którego u nas nie znalazłem. To znaczy mamy sporo utalentowanych producentów w Polsce, ale po pierwsze ich nie znam, a po drugie nie wiem, jakie mają stawki i czy bym je udźwignął. Może przy kolejnej albumie to się zmieni, a ten na pewno powstanie.

Na początku roku założyłeś własne wydawnictwo – Limitowane Linie. Do czego jest Ci potrzebne?

Do legalnego wydawania albumów i pozbycia się pośredników typu Allegro. Chciałem mieć wszystko pod własną kontrolą, od wydania płyty po sprzedaż. Dzięki temu mogę działać po swojemu.

Na stronie możemy przeczytać, że “Limitowane Linie to to rapowe kroniki miasta. Albumy jako zamknięte historie, słowo na pierwszym planie, wydania w limitowanych seriach”. “Za rogiem” jest właśnie spójną opowieścią. Jak rozumiem, kolejne będą podobne – masz już obrane koncepty?

Tak, będą. Koncept na kolejny album powoli dojrzewa mi w głowie, ale na razie nie chcę nic zdradzać. Jeszcze jest za wcześnie. Teraz skupiam się na promocji „Za rogiem”. Będą kolejne klipy i chcę, żeby ten album miał czas wybrzmieć. Na następne rzeczy przyjdzie odpowiedni moment. 

ALBUM „ZA ROGIEM” MOŻESZ ZAMÓWIĆ NA STRONIE LIMITOWANELINIE.PL