Cześć, jestem Amber i hip-hop łamie mi serce, kiedy patrzę na was. Na szczęście nie, gdy patrzę na Was, bo skoro czytacie „Brak Kultury”, wiecie, co to prawdziwy hip-hop. A ja kocham hip-hop i ten hip-hop nienawidzę. Czasem będę tu pisał o hip-hopie, który kocham – na ten drugi szkoda czasu.

Od kilku lat nie kupiłem nowej płyty Gurala*. Za dużo, za szybko, za nijako – słyszałem tam tylko nadpodaż robiącej coraz mniejsze wrażenie lirycznej ekwilibrystyki, która, donikąd nie prowadząc, kończy zlewając się w jedno długie Yabada badabadoo. Mniej więcej tego się spodziewałem, włączając, promujący zapowiedziany na koniec kwietnia kolejny album poznańskiego rapera, singiel „STILO”. I co? Przede wszystkim: bas leży na podłodze, a bębny łupią po ścianach, tak – taki hip-hop kocham. Wiem, że beaty The Returners niektórym się nudzą – mnie nie. MC demonstruje swoje umiejętności dobitnie i bez pośpiechu. Czy to król jest? Bo sączy słowa jak z królewskiego tronu do zwykłych śmiertelników, a z ust mu lecą dymki, jakby to były komiksy. Kiedy cichną werble i słyszę zbitkę:

Jeden jedyny z betonu Don.
Podwójne rymy, podwójne dno.
Snują się dymy, nad miastem smog.

Tak to robimy – wysoki lot.
Nie bez przyczyny wciąż tego chcą… Flow.


– po której znowu rusza lokomotywa beatu, to jestem już kupiony, a szyja sama zaczyna bujać głową. Czy to wybitne wersy? Nie. Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, ale też leci. Słowa dostają skrzydeł i wyfruwają raperowi z ust – co pokazuje gestem w teledysku, w momencie wypowiadania słowa „flow” (patrz: screen nad tekstem). Nie szukaj definicji flow, poczekaj, aż Guralowi znowu uda się ją zademonstrować, tak jak tu się udało. I właśnie to nazywam singlem, po którym chce się kupić płytę (a do niej samochód, żeby opuścić szyby i zwolnić do 30 km/h).

To „STILO” przekonało mnie ostatecznie do zakupu nowej czapki, koszulki, smyczy do kluczy, puzzli, kadzidełek płyty Gurala. Ostatecznie, bo tydzień wcześniej, dostaliśmy numer nagrany przez, przynajmniej teoretycznie, Dream Team polskiego rapu: Ero, Gural, Tede – czyli łącznie ponad 80 lat nawijania do perki. Już tutaj Gural pokazał się z dobrej strony na brzęczącym i piszczącym w oldschoolowy sposób beacie Magiery: niby zwykłe bragga, ale chcesz, czy nie chcesz – siedzi. Ero rzuca wersy po swojemu – podobają mi się adasie na glanc, przywitanie z nowymi fanami (pytanie, czy potrzebne na tracku u Gurala, ale jest dobrze złożone i fajnie brzmi) oraz pochwała uzupełniania płynów i zdrowego snu. A najlepiej poskładaną zwrotkę w numerze ma Tede – zrozumiałem to dopiero przy kolejnym odsłuchu, bo ze zdartym głosem Jacka, z.t.j. Imprezowy Automat, jest tu naprawdę kiepsko. Cóż, zdarty czy nie, Jacula to zawsze Jacula, co kręci rapowym IPN-em jak Leon Kieres, więc wie, kto jest świnia, choć mówi, że nie jest i jak rzuca: my we trzech – ty masz pech, to tak trafia w beat, że się jarasz, chociaż u kogoś innego byś to wyśmiał. Koniec końców – świetnie zamyka ten przyjemny numer.

Jest jeszcze trzeci, a chronologicznie pierwszy singiel z „Mowy ciemnej” – Potop. W nim nawijka Gurala jest OK i tylko OK. Zbyt monotonna, tak samo jak beat TASTYdope, który zamiast ją ciągnąć, jeszcze bardziej uwypukla jej nużącą beznamiętność. Szkoda, bo w tym ogólnym marazmie ginie całkiem zaangażowany i zupełnie niewesoły tekst. Trzy strzały i dwa gole to nadal bardzo dobry wynik, dlatego czekam na „Mowę ciemną” z wielką nadzieją, że dostanę album zwarty, bujający i ciekawy. A Wy?


*nie licząc mixtape’ów z Matheo – to osobna szalona kategoria i traktuję je jako projekty w duecie, a nie solo.