Lubię takie nieoczywiste połączenia, które okazują się być świetnym pomysłem – Killer Mike i El-P, Nas i Hit-Boy, Christina Aguilera i DJ Premier…* I chociaż JPEGMafia jest na tyle wszechstronnym producentem, że można sobie wyobrazić każdego rapera na jego bitach, to Maxo Kream wydawał się być na zupełnie innym końcu hip-hopowej skali. Diagram Venna bez punktów wspólnych. Tymczasem ich album, zatytułowany O.Y.N. (rozwinięcie: „Old Young Nigga”), jest niezłym produktem – 29-minutowym zalążkiem, przejawiającym potencjał na większy i lepszy projekt.

Bardzo podoba mi się warstwa muzyczna, zaserwowana na O.Y.N. przez JPEGMafię. Nie dał on tutaj swoich najbardziej wykręconych bitów, a pochylił się zdecydowanie w stronę tradycyjnego trapu, który zazwyczaj zapewnia słuchaczom Maxo. I chociaż bez przeczytania ksywy autora niełatwo byłoby „z miejsca” rozpoznać jego brzmienie, to nadal odczuwalna jest chęć odpłynięcia w stronę industrialną – niekonwencjonalne sample, otoczone mocnymi bębnami, tworzące świetny, często minimalistyczny fundament dla mocnego głosu rapera. Wyróżniłbym Time Out, Fake Jeezy i How TF I’m Lucky jako te, który powinny wyznaczyć kierunek dalszej współpracy – o ile Maxo i JPEG kiedykolwiek jeszcze cokolwiek razem stworzą. Pozostałe sześć bitów również jest przyjemnych, chociaż już nie tak ciekawych – mogą uciec w tło i nie przyciągnąć ucha mniej uważnych słuchaczy.

Maxo jest dość nierówny w swoich tekstach. Ciekawie opowiada m.in. o powrocie do używek po sześciomiesięcznej trzeźwości, zaletach i wadach swojego wieku, wspomina swoją karierę, dodając w innym utworze, że potrzebuje przerwy od tworzenia. Niestety oprócz tego, zapewnia również dwa żenująco napalone tracki: This Shit Going On w którym ślini się do różnych przedstawicielek branży rozrywkowej, a także Cum Over idący w otwartą pornografię. W gruncie rzeczy nie pada na O.Y.N. żaden naprawdę imponujący lirycznie, tematycznie lub warsztatowo moment. Dostajemy za to kompletnie porządny rapowo album – wystarczająco kompetentny, by słuchało się przyjemnie i nie nudziło. A skoro bity również trzymają poziom – to O.Y.N. jest w mojej ocenie projektem, który może utrzymać się na głośnikach słuchaczy może nawet kilka tygodni. Przy obecnym tempie przetwarzania informacji i „kontentu” – to dużo.

*bardzo chciałbym pewnego dnia dopisać tutaj zapowiedziany w 2012 roku album Mos Defa i Manniego Fresha.