Nigdy nie potrafiłem zrozumieć fenomenu Stylesa P. Może i jego solowe utwory nie należały do najpopularniejszych dzieł w historii, ale wśród innych artystów cieszył się dużym poważaniem. Był przez nich zapraszany do utworów, które później stawały się prawdziwymi hitami. Locked Up Akona czy Jenny from The Block wiecznie młodej Jennifer Lopez. Nie mówię o udziałach w numerach jego kolegów z macierzystej formacji – The Lox. Jeśli chodzi o nią, Styles P zawsze był dla mnie mniej charyzmatyczny niż Sheek Louch i Jadakiss. Nie polubiłem się z twórczością Nowojorczyka, a mimo to w jednym z utworów, pochodzącym z jego mixtape’u The Ghost Sessions, zakochałem się bez pamięci i często do niego wracam.
Hold On mnie wzrusza, chwyta za serce niczym rockowa ballada. W głównej mierze to zasługa wspaniałego podkładu spod ręki Fizzy’ego Womacka (znanego bardziej jako Lil’ Fame z M.O.P.) i rozczulającego refrenu w wykonaniu Jaya Rusha, o którym niewiele wiadomo (nawet liczba miesięcznych słuchaczy na Spotify zdaje się to potwierdzać). Styles P zatrzymuje się na chwilę i spogląda na swoje życie, na osiągnięty sukces, odwołuje się do różnych wspomnień. W tle mamy do czynienia z prawdziwą maestrią. Minimalistyczny beat, który na pozór nie zachwyca niczym szczególnym, ale i tak marzymy o tym, aby się nie skończył za kilka minut, a to za sprawą głównej, obłędnej melodii! Z kolei wspomniany refren tylko potęguje uczucia, wywoływane przez ten numer. Nie dość, że zaśpiewany jest brawurowo, to jeszcze to proste przesłanie, ale niezwykle motywujące. Jay Rush, gdzie jesteś? Chcemy tego więcej!




