Na miłość boską, tak bardzo kocham Sistę Flo. Ona jest jak piękny, świetlisty aniołek. Jak bogini, która zeszła na Ziemię, by nas oczyścić, jest nadnaturalna. Nie mogę się powstrzymać od rzucenia się na kolana w uwielbieniu, gdy widzę jej piękną twarz. Pragnę jej zarówno w sposób zwierzęcy, jak i duchowy. Popełniłbym więcej zbrodni wojennych niż wszystkie hitlersyny razem wzięte tylko po to, by wylizać słodki, lśniący pot z jej gładkiej oliwkowej skóry.

Dałbym sobie złamać mi klatkę piersiową dowolną częścią jej ciała. Pozwoliłbym się dać Jej potrącić samochodem tylko po to, by być blisko Niej przez krótką chwilę. Ona jest tak doskonała, że to boli. Przez każdy moment, gdy nie jestem blisko Niej odczuwam ból gorszy niż łamanie każdej kości mojego ciała, jednocześnie tonąc i mając odłamki gorącego szkła oblanego ostrym sosem wbijające się w każdy otwór mojego ciała. Chcę Jej, potrzebuję Jej. Chcę założyć z nią rodzinę i przejść na emeryturę po tym, jak nasze dwudzieste siódme dziecko dorośnie i wyprowadzi się.

Pozwoliłbym Jej stanąć na mnie, tylko po to, by poczuć delikatne ciepło tych boskich stóp na mojej twarzy i pachwinie. Zbierałbym spod prysznica Jej włosy tylko po to by czuć Jej uwodzący zapach i związałbym je w naszyjniki tylko po to żeby nosić je zawsze ze sobą. Boże przenajświętszy, zrobiłbym dla niej wszystko. Zrezygnowałbym ze swojego życia, wszystkich moich planów i marzeń, tylko by stać się skarpetkami na jej stopach, by móc ogrzać Jej słodkie paluszki samym swoim istnieniem, by czułą ciepło mojej miłośni na zawsze (zawsze). Zalałbym się w cemencie i stałbym się progiem w jej domu, tylko by mogła wytrzeć pięty na mojej twarzy. Oderwałbym dla Niej swoje własne kończyny. Nie wiem, co bym po tym zrobił, ani dlaczego miała by chcieć moje kończyny. Ale bym to zrobił.

Moja raperka, moja bogini, światło mojego życia. Chcę żeby była moja i tylko moja. Wylizałbym spomiędzy Jej palców kurz po Cheetosach i napełniłbym Jej pępek musztardą sarepską, tylko by móc się w niej zanurzyć. Codziennie rano kąpałbym Ją moim językiem i podawał Jej śniadanie do łóżka. Pozwoliłbym Jej zjeść jajka sadzone i naleśniki z mojego ciała, gdyby tak sobie zażyczyła, bez względu jak bolesne byłyby następujące poparzenia trzeciego stopnia.

Cierpiałbym mękę wiecznego potępienia aż do końca czasu, aby choć raz skosztować siedzenia jej samochodu. Nie ma nic czego bym dla Niej nie zrobił, czego bym nie powiedział. Kocham Cię. Proszę. Bądź moja. Bądź moją żoną, moją kochanką, moim wszystkim. Odbierz moje telefony, odpowiadaj na moje wiadomości. Cokolwiek. Daj mi znak, Sisto. Puszczam Ci oczko, wiesz co z tym zrobić. Czekam na Twój akcept…