After all that clout you chase how the fuck you still outta shape

Jeśli istnieją ludzie czytający moje teksty z choćby niewielką dozą regularności, mogą mieć serdecznie dosyć zachwycania się kolejnymi albumami Roca Marciano (chociaż akurat na łamach Braku Kultury takich nie publikowałem, co jest świetną wymówką by napisać owo Króciutko). Oto kolejna taka publikacja, fuck it.

Od wydanego w 2010 Marcberg, Roc Marciano konsekwentnie realizuje swoją wizję muzyki, wypracowując własny podgatunek rapu, w niektórych zakamarkach Internetu nazywany „criminal jazzem”. Przez te 16 lat bardzo rzadko zbaczał z tego stylistycznego kursu, regularnie serwując słuchaczom groźnie brzmiące, minimalistyczne, oparte na pojedynczych pętlach jointy, nierzadko pozbawione bębnów, w których często rytm wyznaczają ciasne schematy rymów. 656 to ten właśnie kierunek. I kolejny wielki triumf wizji Roca Marciano.

Cut off so many freaks that fancy me, you might randomly meet an amputee
Bitches missing hands and feet like some damn Marines

656 w całości wyprodukował sam Roc – a na swoich bitach brzmi on najlepiej. Własne produkcje najlepiej uwypuklają jego kierunek artystyczny, rozbierają go do fundamentów, zagęszczają nastrój. Zabójcza precyzja i obrazowość muzyczna oraz liryczna wypełnia całe 32 minuty albumu. Nadal wyobraźnię uruchamiają zarówno oszczędne podkłady, jak i zachwycające teksty. Niektóre metafory nieraz wymagają zapauzowania muzyki i uświadomienia sobie, jaka zbitka słów, skrupulatnie połączona symboliką, brzmieniem, liczbą sylab właśnie padła z głośników.

Fuck around and get yourself whacked,
As for the smoke we never ducked that,
Shit was like water of a duck’s back, what’s fucking with that,
Might stab my autograph in your daughter’s thorax in all caps

656 to także zwycięstwo podopiecznego głównego bohatera: Errola Holdena. Wydaje się, że jego promowany ksywą mentora zeszłoroczny album Roc Marciano presents: Mulberry Silk Road nie zwrócił takiej uwagi słuchaczy, na jaką liczyli autorzy. Na 656 Holden pojawia się w dwóch utworach: Rain Dance oraz Trapeze, rzucając efektowne wersy i zostawiając po sobie mocne wrażenie. Ciekawi mnie, ile osób wróciło do Mulberry Silk Road po premierze 656. Przy całym zachwycie, rozumiem krytyczne opinie, zarzucające Rocowi trzymania się utartego schematu – często powtarzalnego i przewidywalnego:

Jedni nazwą to konsekwencją, inni lenistwem. Dla wyżej podpisanego każde nowe wydawnictwo Roca Marciano to święto.

Hit the indica
Flawless hit it wasn’t beginner’s luck
I will send you up on the wings of love
Burn my fingers on the sun, fly your caesar cut up to kingdom come