Wystarczy kilka dźwięków – pierwszy przyspieszony sampel, ze dwa zarapowane wersy – i ogarnia cię silny przypływ sentymentu. Witasz przyjaciela niewidzianego parę miesięcy, wiesz, że najbliższe godziny spędzisz w doborowym towarzystwie. Nowy album producenta Nicholasa Cravena i MC Boldy’ego Jamesa to wydawnictwo z gatunku takich właśnie – przynosi te emocje, za którymi nieświadomie tęsknimy, tę jakość, która zawsze towarzyszy temu duetowi. Nie miałem specjalnie wysokich oczekiwań, a tymczasem Trapper’s Alley 3: Hell or High Water przypomina, jak pięknie oni brzmią razem. Jak Boldy potrafi ckliwie, a jednocześnie chłodno rapować o próbie zostawienia za sobą ulicznego życia i wszyscy mamy razem z nim dosyć wypraw „z Bouldercrest do Memphis” (My Last Try). Albo gdy w Don’t Tell Me (Trinidian James) apatycznie porównuje się i swój błysk do słynnej rękawiczki Michaela Jacksona… Albo jak niesamowicie brzmi w duecie z synem (Mama Maxine), gdy małolat beznamiętnie rzuca takie oto wersy w refrenie:

„Growin’ up the shit a nigga seen, it wasn’t for no child
Can’t count on my hands who I can trust, but I can count on God
Pops ain’t have no job but work was scheduled like nine to five
Servin’ out the Super 8, red-roofin’ Econo Lodge
Wakin’ up for school and you see fiends all in the living room
Bangin’ needles, can’t say I grew up with no silver spoon
Spot slapboxin’, J’s standin’ in a single file
Grandma was my angel but my momma raised a demon child”

Boldy James jak mało kto potrafi łączyć uliczne cwaniackie przechwałki z poczuciem beznadziei i tragicznego położenia. Produkcje Cravena, najczęściej oparte na samplach i często używające bębnów w ograniczonym zakresie, zapewniają wystarczająco przestrzeni, by MC mógł swobodnie snuć dilerskie opowieści swoim markowym, znużonym tonem. Zawsze to ze sobą współgrało – i nadal działa. Artystyczne style tej dwójki zwyczajnie do siebie pasują. Trapper’s Alley 3: Hell or High Water to kolejny na to dowód.