Kiedy słyszę historię o tym, jak przechodzący obok studia Eric Clapton, zawołany przez Arethę Franklin, dogrywa gitarę do jej piosenki, przestaję wierzyć w sens dzielenia muzyki na gatunki. Podobne wrażenie wywołuje we mnie Mr Jukes.
Jack Seadman, najbardziej znany z działalności w indie-rockowym zespole Bombay Bicycle Club, nagrywa album oparty o brzmienia soul, funk i jazz jako Mr Jukes właśnie. Nazwa projektu pochodzi od nazwiska kapitana statku z noweli Tajfun Josepha Conrada. Najciekawsze jest to, że pierwszy utwór z płyty o tym samym tytule, przybiera kształt szanty w uwspółcześnionej wersji. Nie można sobie wyobrazić lepszego otwarcia. Zaczyna się powoli, budując odpowiedni nastrój, który narasta za sprawą dochodzących instrumentów. W następnej fazie następuje kilka instrumentalnych wariacji, przypominających czasem nawet soulquarianowe brzmienie. Wyborna muzyka elektroniczna.
Mr Jukes i jego goście
God First ukazał się w 2017 roku, a gościnnie pojawiają się na nim wszyscy, będący największymi nazwiskami na scenie soul w tamtym czasie – BJ The Chicago Kid, Charles Bradley, Lalah Hathaway oraz Lianne La Havas. Do tego De La Soul, którzy ze wszystkich zespołów z czasu świetności w złotej erze, najczęściej wychodzili poza swoją strefę komfortu (choćby dogrywając się do albumów Gorillaz czy Adama F). Ekipy złożonej z takich osobistości nie można nazwać inaczej niż Avengers w tym kontekście. I faktycznie, otrzymaliśmy świetny, spójny i kompletny krążek, który utrzymany jest w stylistyce soul i funk. Nie jest to jednak w żadnym wypadku odtwórcze, a podążające w kierunku obranym przez producenta. Tradycja miesza się z nowoczesnością.
Lubię From Golden Stars Comes Silver Dew z panią Hathaway, ale Angels / Your Love? Pięciominutowa bestia. Mr Jukes tutaj już kompletnie odlatuje. Warstwa muzyczna przechodzi przez różne etapy, dzięki czemu nie jesteśmy choćby przez sekundę znużeni. Dęciaki są użyte w jakiś szalony sposób i sprawiają, że momentalnie podskakujemy w ich rytm. BJ The Chicago Kid zostawia obłędne partie wokalne, które stanowią doskonałe uzupełnienie reszty utworu. Przebojowość wręcz wylewa się z głośników. God First jest wspaniały, ale o tym musisz przekonać się już osobiście.




