Sporo wody w Wiśle upłynęło, odkąd ostatni raz występ na żywo sprawił, że codziennie nucę w głowie jedną z piosenek z setlisty. Qros szykuje się do wydania swojego albumu, a singlami zapowiadającymi jego krążek – „Huśtawkę” – były laidbackowe „Stany” i „Papaja”. W obu stawia na melodię, na klimat wczesnego Mac Millera czy luźniejszych kawałków Joey’ego Badassa. Highlightem jego sobotniego gigu był jednak „Człowiek roku”, starszy kawałek, który poznałem dopiero w momencie, gdy klub wypełniły triumfalne dźwięki potężnego bitu Kontrabandz. Wtedy też Qros przeistoczył się w prawdziwe sceniczne zwierzę, który rozpędzał się z każdym wersem, dawał radę z przyspieszeniami i wyraźnie zaimponował wszystkim zgromadzonym. Wersji studyjnej brakuje tzw. koncertowego pierdolnięcia, ale „Człowiek roku” to wciąż bardzo dobry i niestety przegapiony kawałek.
Cała „Huśtawka” z kolei zapowiada się na fajny, letni krążek, podbudowany bangerowymi momentami. Bijące od Qrosa luz, świeżość i energia to na pewno czynniki, które mogą go wyróżniać i powoli zaczynam zacierać ręce na to, co tam usłyszymy.




