W 2012 roku, odliczając dni do premiery płyty Tetra od C2C, można było mieć co do niej spore oczekiwania. Grupę uformowało czterech DJ-ów z Nantes: pFel, Atom, Greem i 20Syl. W tamtym czasie stała się już całkiem znana na świecie. W latach 2003-2006 czterokrotnie zwyciężyła najbardziej prestiżowe na świecie zawody The DMC World DJ Championships. Greem i 20Syl współtworzyli Hocus Pocus, szanowane nie tylko nad Sekwaną, a ich twórczość, dzięki obranej stylistyce i zaangażowaniu instrumentalistów, budziła skojarzenia z takimi grupami jak The Roots. A Down The Road EP, poprzedzająca Tetrę, była doskonałym zwiastunem pełnej zawartości płyty. Mimo to przesłuchałem ten album ze dwa razy i nie wracałem do niego przez długi czas. Po latach najzwyczajniej wiem, że po prostu nie zrozumiałem tego albumu.
Jak „Tetrę” odbiera się po latach?
Turntablism nie zainteresował mnie zaraz po tym jak Grand Wizard Theodore wynalazł scratch. Jednak do 2012 roku pasjonowałem się nim na tyle długo, że czegoś innego spodziewałem się po muzyce, tworzonej przez czterech utytułowanych DJ-ów. Oczekiwałem beatów brzmiących jak N.Y. State Of Mind, okraszonych cutami z De La Soul. Zasłuchiwałem się w różnych mixtape’ach i płytach X-Ecutioners, gdzie beat juggling zawsze był umiejscowiony na pierwszym planie. Wszystkich tych DJ-skich technik po prostu nie słyszałem na Tetrze albo uważałem, że pojawiają się zbyt rzadko. Tymczasem jest ich tam mnóstwo, wtopionych w resztę. Po prostu gramofon jest tutaj użyty jako jeden z wielu instrumentów, bez jakiejś zbędnej ekwilibrystyki i robienia patetycznego hip-hopu na siłę.
Tetra to czternaście fantastycznych piosenek, łącznie trwających godzinę. Muzyka elektroniczna z elementami funku, soulu lub rapu. Taka F.U.Y.A. to nawet ścieżka dźwiękowa do spaghetti westernu w nowoczesnej odsłonie, świetny hołd dla kompozytorów takich jak Ennio Morricone. Każdy moment, w którym ci DJ-e pozwalają sobie na scratch lub beat juggling, pozostaje integralną częścią warstwy muzycznej. Na pewno nie jest ona jedynie akompaniamentem do turntablistycznych popisów. A wszystkie cuty z instrumentów zamiast wokali, tylko potęgują to wrażenie. Tutaj każdy ruch gramofonu jest wykonany umyślnie i spełnia określone zadanie. Tetra jest wspaniałym albumem i zasługuje na miano klasyka. Szczególnie z dzisiejszej perspektywy można być pewnym tej tezy. Z tym że jeśli właśnie ktoś oczekuje klasycznie brzmiących rapowych beatów, może się rozczarować. Przed odsłuchem płyty C2C najlepiej byłoby być otwartym na inne gatunki muzyczne.




