Autor jednego z pierwszych gangstarapowych LP nie wywodzi się z nizin społecznych. Do dwunastego roku życia Tracy Marrow dorastał w Summit w stanie New Jersey, w rodzinie z klasy średniej. Do South Central w Los Angeles, z którym zawsze będzie kojarzony, przeprowadził się po utracie obojga rodziców na przestrzeni czterech lat. Zarówno matka, jak i ojciec zmarli na atak serca. Relokacja do L.A. była pierwszą istotną zmianą, początkiem nauki o prawach ulicy i gangach oraz wczesnym wydarzeniem, które pchnęło go w stronę przeznaczenia. Ten proces zintensyfikował się po trafieniu do szkoły średniej w Crenshaw. Tam istniała prosta zasada – jeśli obracasz się w tych rejonach, to należysz do gangu Crips. Nie ma innej opcji. Wkrótce i Tracy zaczął kręcić się wokół ulicznych celebrytów pokroju Stanleya „Tookie” Williamsa, Jimela Barnesa, Anthony’ego Hatchetta czy Jaw Bone’a. Na ulicy nie mówiono na niego prawdziwym imieniem (które brzmiało jak kobiece) – stał się „Treyem”.

Później przyszły kolejne zasadnicze zmiany życiowe. Najpierw w ciążę zaszła jego dziewczyna Adrienne – 20 marca 1976 urodziła się ich córka: LeTesha. W poszukiwaniu źródła utrzymania i kariery, Marrow zaciągnął się do wojska, a po odbyciu wstępnego treningu trafił do 25. Dywizji Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych, stacjonującej na Hawajach. Tam zafascynował się dwoma światami, które przeplatały się w jego twórczości: muzyką oraz… sutenerstwem. W grudniu 1979 roku otrzymał przedterminowe zwolnienie z honorami i wrócił do Los Angeles – zupełnie innego niż to, z którego wyjeżdżał. Wojny gangów stały się brutalne, twarde narkotyki niszczyły społeczność, a jego dawni koledzy, wcześniej typowe „drobne cwaniaczki”, teraz specjalizowali się w rabowaniu banków i sklepów jubilerskich. Świat dookoła niego stawał się coraz bardziej ekstremalny, a pośrodku tego Tracy Marrow próbował być DJ-em i promotorem imprez. Jeszcze na Hawajach usłyszał Rapper’s Delight Sugarhill Gangu – utwór, który zmienił wiele życiorysów, pierwszy wielki radiowy rapowany przebój. Zdziwiło go, że można tworzyć w ten sposób – od kilku lat pisał rymowane teksty, ale nigdy wcześniej nie próbował ich rapować do bitu. Trey zaczął dopasowywać swój styl wokalny do hip-hopowego rytmu, a zawartość liryczną udoskonalać, aby jak najdokładniej, najbardziej obrazowo opisywały styl życia alfonsa i gangstera. Jego wzorem był Iceberg Slim – pisarz-sutener, klasyk amerykańskiej literatury. Marrow szybko zauważył, że o wiele więcej uwagi imprezowicze poświęcają mu, gdy łapie za mikrofon i wykonuje swój rap, niż gdy biega ze sprzętem i owe koncerty organizuje. Porzucił więc promocję i poświęcił się sztuce wokalnej. Tak narodził się Ice-T. Stał się atrakcją imprez urządzanych przed ekipę The New York Spin Masters, czyli nowojorskich DJ-ów: Evila E oraz Henry’ego G. House’a. Nadal jednak rap nie zapewniał Ice’owi satysfakcjonujących zarobków, a kariera kryminalna tym właśnie do siebie przyciągała…

W swojej autobiografii Ice-T napisał, że cztery lata spędzone w armii nauczyły go dwóch rzeczy najbardziej w niej potrzebnych: zabijania i zagarniania rzeczy (jakie to proste zamknąć ideologię wojskową w dwóch aktywnościach, Ice naprawdę jest poetą). Wprowadził zatem te umiejętności do swojej kariery kryminalnej i szybko zorganizował szeroką siatkę przestępczą zajmującą się kradzieżami. Działał nie tylko w L.A., ale na terenie całych Stanów Zjednoczonych, a jego partnerzy później nawet na innych kontynentach. Ice trzymał się z dala od rabunków z użyciem broni palnej, przez co wkrótce musiał ograniczyć swoje kryminalne przygody do „drugoligowych” ekip, nie grających o wyższe, bardziej ryzykowne stawki. Jednocześnie cały czas rozwijał swoją karierę muzyczną – głównie dla rozrywki, głównie nocami. Pewnego dnia w zakładzie fryzjerskim próbował zaimponować obecnym tam klientkom swoim rapem, gdy usłyszał go Willy Strong, producent z Saturn Records. Z miejsca zaproponował Ice’owi nagranie singla, a efektem tej współpracy jest wydany w 1983 roku debiutancki singiel Cold Wind Madness, znany także jako The Coldest Rap. Joint stał się lokalnym przebojem, a Ice zaczął regularnie występować w klubie The Radio w L.A. i nagrywać kolejne utwory razem z producentami – Davidem Storrem oraz The Unknown DJ-em [sic]. Jeden z nich – zatytułowany Reckless – trafił na ścieżkę dźwiękową filmu Breakin’, co również stanowiło kamień milowy w karierze młodego MC. Zbiegło się to w czasie z odbieraniem coraz liczniejszych połączeń telefonicznych z więzień, a koledzy regularnie ostrzegali go i doradzali, by ograniczył aktywność przestępczą. Pierwszą prawdziwą pobudką było aresztowanie bliskiego ziomka jeszcze z czasów szkoły średniej – Seana E. Seana. Handlował on marihuaną, a także przechowywał skradzione przez Ice’a towary. Po odkryciu przez LAPD jego kryjówki (w której znajdował się również samochód używany do akcji rabunkowych), Sean wziął na siebie wszystkie zarzuty, dzięki czemu głównego bohatera niniejszego tekstu ominęła potencjalnie długa, destrukcyjna dla życia i kariery, odsiadka. Drugim przełomem w tym okresie życia Ice’a był wypadek samochodowy, który pozostawił go niemal całkiem połamanego (jeden dziennikarz nawet zdążył opisać kolizję jako „śmiertelną”, bo będąc jej świadkiem zwyczajnie uznał, że nie mogło być inaczej). Tracy Marrow nie miał przy sobie żadnych dokumentów (noszenie ich nie jest zalecane przy karierze przestępczej), więc trafił do szpitala miejskiego jako Anonim. Bez imienia, pozostawiony na pastwę losu przez większość partnerów „zawodowych”, z coraz mniejszym gronem przyjaciół przez wyroki na karku, kompletnie złamany fizycznie, z przyszłością malującą się w bardzo ciemnych barwach… Ice-T postanowił odmienić swoje życie.

Dwa tygodnie po wyjściu ze szpitala, widocznie utykając, wygrał konkurs rapowy sędziowany przez samego Kurtisa Blowa – pierwszego wielkiego rapowego gwiazdora. Nadal nagrywał z The Unknown DJ-em, a jednym utworów który wydali jako singiel było Dog’n the Wax. Singiel potrzebował jednak też strony B. W tym celu Ice-T nagrał inspirowany słynnym kawałkiem PSK Schoolly’ego D joint 6 ‘N the Mornin’ – który stał się jednym z najważniejszych kawałków w historii hip-hopu i prawdopodobnie najważniejszym w jego życiu. Widząc, że taki rap, opowiadający o ulicznym życiu i sytuacjach z przestępczego życia, przynosi mu popularność, Ice uczynił tę tematykę fundamentem swojej twórczości.

Zawsze miał smykałkę do poznawania i zjednywania sobie ludzi. W czasach kształtowania się hip-hopowej sceny Los Angeles, trzymał się blisko m.in. z WC, Ice Cube’em, Kidem Frostem czy Coolio. Nawiązał również znajomość z nowojorskim pionierem rapu: Grandmasterem Cazem oraz DJ-em Afriką Islamem. Nowojorczycy byli wyjątkowo zdziwieni postawą Ice’a – z jakiego powodu, skoro dorobił się już na karierze kryminalnej, próbuje swoich sił w muzyce? Skoro chodzi w lepszych ciuchach i jeździ lepszymi samochodami niż oni – czołówka ówczesnej amerykańskiej sceny – po jaką cholerę łapie za mikrofon i obniża swój status? Ice nawiązał dobrą relację z Afriką Islamem, a ten obiecał, że pomoże mu rozwinąć karierę w Mekce hip-hopu: Nowym Jorku. Podczas pobytu na Wschodnim Wybrzeżu, Ice obracał się w towarzystwie legend: wymienionego wcześniej Caza oraz Grandmastera Melle Mela. Seymour Stein, gruba ryba z branży muzycznej (typ współpracował np. z Madonną i Ramones), wtedy pracujący dla Sire Records, zaplanował wydanie hip-hopowej składanki, na której rapować mieli Ice-T, Grandmaster Caz, Melle Mel, Donald D i Bronx Style Bob. Problemem okazały się obowiązki kontraktowe. Caz miał podpisany kontrakt z Tuff City, Mel z Sugar Hill, Donald D również przechodził papierkowe problemy z wytwórnią. Ice-T okazał się zatem jedynym raperem w składzie, który był wolnym strzelcem i posiadał jakiekolwiek doświadczenie studyjne. Stein nie miał zielonego pojęcia o różnicach między Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem i nie obchodziło go, że w opinii wielu tylko nowojorczycy byli „prawdziwymi raperami”. Dał Ice’owi i Africe Islamowi czek na 40 tysięcy dolarów i oczekiwał, że wrócą do niego z gotowym albumem. Panowie zabrali się zatem do pracy nad debiutancką, solową płytą Ice’a-T.

Okładkę Rhyme Pays wykonał Glen Friedman – autor coverów na płyty i single Run-D.M.C., Public Enemy czy Heavy’ego D. Modelką na zdjęciu jest Darlene Ortiz – ówczesna partnerka Ice’a, matka jego drugiego dziecka. Wszystko na okładce miało być autentyczne – raper siedzi w swoim samochodzie, ze swoją dziewczyną, która nosi jego łańcuch na szyi.

Od razu warto napisać: nie jest to najlepszy album Ice’a-T. Może nawet nie mieści się na podium jego dyskografii. Bity Afriki Islama kiepsko się zestarzały i cierpią z powodu kilku problemów typowych dla swoich czasów. Bębny wygenerowane na maszynach perkusyjnych brzmią dzisiaj nieco zbyt ciężko, zbyt kwadratowo, zbyt plastikowo. A skoro stanowią najważniejszą część podkładów, zawierających zaledwie kilka dodatkowych elementów – w 2026 roku zwyczajnie nie chce się do nich zbyt często wracać. Sam Ice jest najmocniejszą częścią albumu. Jego głos, charyzma, autentyczność, opowieści – to one tworzą magię, dzięki której stał się on gwiazdą (nie tylko muzyczną zresztą). Nie bez powodu istnieje spore grono osób kojarzących personę Ice’a-T, mimo tego, że nigdy nie słyszały ani jednego albumu, albo słyszały zaledwie pojedyncze utwory. To unikatowa, magnetyczna osobowość stała się wyróżnikiem, składnikiem decydującym o tym, że szeroka popkultura pamięta właśnie Tracy’ego Marrowa, a nie np. MC Eihta czy Kinga Tee. Rhyme Pays stanowi dopiero początek drogi, pierwszy krok w stronę sławy. Ale, żeby nie było, wciąż mamy tu jeszcze co nieco do posłuchania.

6 ‘N the Mornin do dzisiaj brzmi dynamicznie, a historię opowiedzianą przez 10 (!) krótkich zwrotek śledzi się z zainteresowaniem. Somebody Gotta Do It (Pimpin 'Ain’t Easy) napisana jest z komediową przesadą równą stereotypowemu wyglądowi alfonsa z lat 80. – i trudno się nie uśmiechnąć, słuchając niedorzecznych przechwałek Ice’a. Pain podchodzi poważniej do tematyki przestępczego stylu życia, a ciekawym zabiegiem są przefiltrowane wokale w refrenie. Squeeze the Trigger wyróżnia się chyba najbardziej i z całej tracklisty Rhyme Pays dzisiaj brzmi najbliżej naszych czasów. Charakterystyczna linia basu z Rolanda TB-303 i perkusja z TR-707 stworzyły energiczny fundament dla bardziej agresywnego niż zazwyczaj rapu Ice’a. Tytułowy joint samplujący War Pig Black Sabbath, wraz z groźnym intrem, wprowadza słuchaczy w niebezpieczny świat gangsterów z L.A. Wymienione utwory do dzisiaj dają radę, ale zaznaczyć trzeba, że album zawiera również kawałki, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Przede wszystkim mam tu na myśli Sex, w którym Ice i Evil E fantazjują o młodych dziewicach, a w refrenie MC… krzyczy kilkukrotnie tytuł utworu. Litości.

Rhyme Pays ukazało się w lipcu 1987 roku i bez większej promocji zdobyło status Złotej Płyty. Nie stało się to jednak szybko – album zadebiutował na 189. miejscu listy sprzedaży Billboard 200 (wydanie datowane na 15 sierpnia 1987), powoli, ale konsekwentnie osiągał wyższe lokaty, by 14 listopada osiągnąć swoją najwyższą pozycję – 93. Ice-T, delikatnie mówiąc, nie spoczął na laurach – wręcz przeciwnie. Jego status zaczął dynamicznie wzrastać. Nagrał świetny utwór Colors do filmu o tym samym tytule z Dennisem Hopperem, wystąpił w klasycznym obrazie Mario Van Peeblesa New Jack City u boku Wesleya Snipesa i Chrisa Rocka. Zebrał swoich ziomków i założył kolektyw Rhyme Syndicate, w którego skład weszli: Evil E, Hen Gee, DJ Unknown, DJ Aladdin, Everlast, Donald D, Toddy Tee i Afrika Islam. W 1988 roku zespół nagrał składankę Rhyme Syndicate Comin’ Through, a w ciągu tych samych 12 miesięcy Ice-T wydał drugi solowy LP: Power. Wszystkie wymienione wcześniej elementy rzemiosła rapowego Ice-T rozwijał i udoskonalał na kolejnych płytach, by osiągnąć najwyższą formę na czwartym LP – wydanym w 1991, doskonałym O.G. Original Gangster.

Debiutancki album Ice’a-T jest kamieniem milowym w historii hip-hopu głównie ze względu na kontekst i pionierskość gatunkową. Nie jest jednak klasykiem, jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie zawartość artystyczną. Tym niemniej – Rhyme Pays powinno zainteresować fanów kultury hip-hopowej, ponieważ stanowiło istotny zwrot w jej rozwoju i zwróciło uwagę na scenę Los Angeles. A tam do wypłynięcia na szerokie wody szykowali się m.in. N.W.A., The D.O.C. czy Compton’s Most Wanted…