Wyobraź sobie jedną scenę, z której słyszysz piosenki Czerwonych Gitar, Breakoutu, NOVI Singers, Andrzeja Zauchy, Trubadurów, ale nie jest to archiwalna transmisja telewizyjna z Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Zatem jak to możliwe, że dzisiejszy słuchacz może pójść na koncert i usłyszeć piosenki tych zespołów? Wystarczy tylko, że Grupa Torpedo zagra gdzieś w pobliżu.
Na początku lat siedemdziesiątych w Polsce jazz ma już ugruntowaną pozycję, czego beneficjentem jest między innymi grupa wokalna NOVI Singers. Ich debiut Bossa Nova z 1967 roku ukazał się w ramach kultowej dziś serii Polish Jazz z numerem 13. Występują na różnych festiwalach, nawet tych zagranicznych, co wówczas nie było regułą. Za oceanem w tym samym czasie coraz większą popularność zdobywa soul i funk, którego – w sposób nie zawsze do końca świadomy – adaptują w poszczególnych utworach polskie zespoły, zarówno jazzowe, jak i bigbitowe. Podobnie było w przypadku trzeciej płyty NOVI Singers – Torpedo. Tytułowy numer ewidentnie rytmicznie zmierza w stronę funku. Któż pomyślałby wtedy, że ten utwór stanie się kanwą do wspaniale zapowiadającej się historii? Po 55 latach, znający się z tworzenia w studio Dwa Domy oraz ze wspólnego grania w klubie SPATiF muzycy, łączą siły jako Grupa Torpedo.
Historia funku w Polsce
Polish Jazz to seria płyt wydawanych przez Polskie Nagrania od 1965 roku, pożądanych przez kolekcjonerów płyt analogowych z całego świata. Termin „polish funk” z kolei jeszcze w 2007 roku szerzej nie funkcjonował. Dopiero kolektyw Soul Service wydobył ten gatunek ze starych nadwiślańskich płyt. Grupa DJ-ów zebrała najciekawsze i najbardziej funkowo brzmiące polskie piosenki w większą całość. Utworzyła z nich kompilację Polish Funk, która ukazała się w czterech częściach. Staranna selekcja najwyraźniej się opłaciła, ponieważ te wydawnictwa cieszyły się popularnością i uświadomiły słuchaczom, że granie funku w Polsce jest już do pewnego stopnia tradycją. Mimo to jestem ostrożny i boję się z absolutną pewnością nazwać którykolwiek polski utwór z tamtej epoki funkiem.
Kiedy opowiadałem o Czerwonych Gitarach, wspominałem o tym, dlaczego zespoły wówczas może i grały funk, ale nie zawsze wiedziały, co dokładnie grają. Dostęp do najnowszej muzyki był nad Wisłą utrudniony, więc adaptowanie nowych trendów było karkołomne. Do tego państwowe instytucje, które ingerowały w twórczość artystów. Słuchacze nie byli gotowi na świeże brzmienia – nieprzypadkowo większość tych piosenek ze składanek Polish Funk nie zostawała singlami. Jednak dzięki pracy Soul Service dzisiaj możemy swobodnie sobie o tym dyskutować. Jednym z jego założycieli jest Bartłomiej Pazura (znany jako DJ Papa Zura), który w dwudziestą rocznicę powstania kolektywu stał się współzałożycielem Grupy Torpedo.

Soul Service i Grupa Torpedo
Filozofia Soul Service i Grupy Torpedo jest właściwie tożsama. Ich powołaniem jest promowanie nieznanych piosenek znanych niegdyś zespołów. A można nawet pokusić się o stwierdzenie, że propagują polski funk, przy okazji definiując go na nowo. Grupa Torpedo to w pewnym sensie spadkobierca działalności Soul Service. Pierwsi jako sześcioosobowy zespół grają na żywo muzykę, którą drudzy 20 lat temu „odkryli” i prezentowali, grając ją – często z winylowych siódemek – na swoich imprezach. Trwa to zresztą do dzisiaj. Na plakatach promujących koncerty zespołu możemy przeczytać informację o tym, że „Grupa Torpedo gra Polish Funk”, a pod spodem zobaczyć, że after party gra Soul Service lub poszczególni DJ-e z kolektywu. Jakiś menadżer w korporacji nazwałby to dywersyfikacją.
Punktem łączącym obie ekipy jest Bartłomiej Pazura, który w Grupie Torpedo gra na gitarze elektrycznej. Drugim z jej założycieli jest Igor Nikiforow, odpowiedzialny za śpiew, timbalesy, gitarę klasyczną i instrumenty klawiszowe. Na basie występuje Tymoteusz Bryndal, a na perkusji Bartosz Szablowski. Marcin Sojka odpowiada za sekcję rytmiczną w postaci ksylofonu, wibrafonu czy bongosów, a także za śpiew. Jędrzej Dudek to również wokal, ale i fujarki, gitara akustyczna czy klawisze. Mamy więc do czynienia z multiinstrumentalistami, którzy na koncertach zamiennie występują w różnych rolach.
Środowisko naturalne
Naturalnym środowiskiem dla tych muzyków jest studio nagraniowe Dwa Domy w Zalesiu. Zresztą to w nim zrealizowano utwór Sam Sobie Sterem Żeglarzem oraz zdjęcia do teledysku, opublikowanego na początku działalności grupy w październiku 2025 roku. Drugim ważnym miejscem jest stołeczny SPATiF. Miejscem prób, być może początków znajomości niektórych z artystów, licznych jam sessions. Klub, będący za czasów Polskiej Republiki Ludowej rezydencją warszawskiej bohemy, od razu kojarzy się z występami ówczesnych zespołów pośród kłębów papierosowego dymu. Często tych, których repertuar dziś reinterpretuje Grupa Torpedo. Czy można sobie wyobrazić piękniejszą klamrę?
Wszystko to przypomina historię londyńskiej sceny. Takie zespoły jak The Yardbirds czy The Rolling Stones nigdy nie nagrali wspólnej płyty, ale jeszcze przed ich debiutami fonograficznymi Eric Clapton i Mick Jagger spotykali się na jam sessions i wspólnie grali. Muzycy Grupy Torpedo również wcześniej nie występowali w tym składzie, lecz musieli się znać, ponieważ patrząc spod sceny, jak grają, widać występującą między nimi chemię. Charakterystyczne dla ich koncertów jest przede wszystkim doskonałe wyczucie tego funku przez muzyków. Jędrzej Dudek zasila szeregi P.Unity, będącego największym ambasadorem p-funkowego brzmienia w Polsce od lat, istotnie. Jednak zespoły takie jak WaluśKraksaKryzys, Pokusa czy Jerz Igor, w których grali pozostali muzycy, niekoniecznie kojarzą się z czarnymi brzmieniami. Z drugiej strony Ginger Baker uważał się za perkusistę jazzowego, a współtworzył jedną z największych supergrup w historii, grającą bluesa. Grupa Torpedo więc „gra polish funk” jak nikt inny.
Grupa Torpedo na żywo
Koncerty Grupy Torpedo są bardzo żywiołowe. Mimo że jej repertuar opiera się na już istniejących kompozycjach, interpretowane na nowo są wzbogacone o powiew świeżości. Przytul mnie autorstwa Kombi w wersji studyjnej trwa niecałe pięć minut – w wykonaniu rezydentów SPATiF potrafi trwać chyba nawet ze dwadzieścia. Wszystko dzięki licznym improwizacjom muzyków.
Tę sytuację porównałbym do filmów Znachor z 1981 i 2023 roku. Obie wersje są świetne. Pierwsza jednak stała się kultowa do tego stopnia, że starsza widownia nie przekona się do drugiej wersji. Młodszą z kolei mogą odstraszać filmy z tamtych lat ze względu na ograniczenia w ich realizacji i sięgną po netflixową, bardziej współczesną wersję. Podobnie z muzyką Grupy Torpedo. Starsi słuchacze mogą nie przekonać się do nowych wersji ich ukochanych utworów, młodsi z kolei do nich lgną, nie znając oryginałów lub zniechęcając się do nich z powodu – nie wiem – choćby ich realizacji czy charakterystycznego sposobu śpiewania. Ten akurat udaje się w miarę utrzymać przez muzyków z Grupy Torpedo.
Przyszłość propagatorów polskiego funku
Grupa Torpedo na ten moment jest zespołem jedynie koncertowym. Ci muzycy natomiast wnoszą do nowych wersji tych utworów swój znaczący udział, co pozwala pomyśleć, że są gotowi do zrealizowania albumu w tej stylistyce. Nie p-funkowej jak P.Unity, ponieważ to inny rodzaj funku, ale właśnie w tej, bliższej tej klasycznej, funkowej. Umówmy się, chętnie usłyszałoby się na płycie dokładnie te piosenki, które możemy usłyszeć na koncertach, w identycznych aranżacjach, ale zrealizowanie takiego materiału jest pewnie niezwykle kosztowne ze względu na prawa autorskie. Pozostaje więc album z własnymi pomysłami.
A co działalność Grupy Torpedo mówi nam o odbiorcach funku w Polsce? Ciężko to właściwie określić. W sklepach z płytami analogowymi koszyków z funkiem jest zwykle najmniej, a jak wrócisz do jednego ze sklepów po kilku latach, w tym koszyku wciąż będą znajdowały się te same pozycje. Z drugiej strony Grupa Torpedo koncertuje regularnie odkąd powstała, zapełniając z reguły każdy klub. Czy w związku z tym muzycy powinni czuć się zmotywowani, aby wejść do studia, najpewniej Dwa Domy? Wydaje się, że byłoby dla kogo to zrobić.




