Płyta winylowa jest nośnikiem pierwotnym, nierozłącznie związanym z hip-hopem. Dlatego kiedy DJ-e zaczynali stopniowo odchodzić od grania z tejże płyty na rzecz narzędzi i oprogramowania Serato, budziło to w środowisku skrajne dyskusje. A nie przypominam sobie, by ktokolwiek miał jakieś uwagi, jak z gramofonów niepostrzeżenie przerzucono się na kontrolery CDJ. Zmierzam do tego, że na przestrzeni lat rola DJ-a w hip-hopie niestety uległa zmarginalizowaniu. Na szczęście są jeszcze tacy ludzie jak DJ Eprom, którzy wydają się być niezniechęceni tą sytuacją. Odkąd hip-hop stał się nowym popem, wzrasta ryzyko, że całkiem ciekawe rzeczy mogą pozostać niezauważone. A jedną z nich jest nadchodzący album producenta, inżyniera dźwięku, rapera, ale przede wszystkim DJ-a urodzonego w Jastrzębiu-Zdroju.

Opowieści o robotach

We Are The Biobots zapowiadana jest jako opowieść o postępie technologicznym, digitalizacji świadomości współczesnego człowieka czy sztucznej inteligencji. Bohaterami są ludzie-maszyny. Inspiracją do tej historii była styczność Eproma z ciężkim sprzętem przemysłowym przed laty podczas pracy w kopalni KWK Borynia. Na albumie usłyszymy gościnnie utytułowanych DJ-ów z całego świata. Są wśród nich mistrzowie świata, współtwórcy kultowych ekip czy autorzy wykorzystywanych do dziś technik skreczowania. Obok D-Styles, Prime Cuts, Flip Flop, Proliflix, Tigerstyle, IQ, Miyajima i Melo-d są również goście z Polski. Ben i Krootki, współtworzący z Epromem kolektyw Modulators, a także Daniel Drumz i Mr Krime – legendy polskiego DJ-ingu i turntablizmu.

Płyta powstała przy użyciu samplerów, automatów perkusyjnych, syntezatorów, vocoderów. Do jej produkcji wykorzystano również gramofony, ponieważ jest to płyta turntablistyczna. W czasach, w których na rapowych wydawnictwach z głównego nurtu coraz rzadziej pojawiają się cuty i skrecze, a X-Men kojarzony jest wyłącznie z komiksami, nie można przejść obok tego obojętnie! We Are The Biobots utrzymana jest w stylistyce electro z lat osiemdziesiątych i charakteryzuje się futurystycznym brzmieniem, idealnie korespondującym z tematyką utworów. Zresztą jak wszystkie działania Eproma, towarzyszące premierze płyty. Mimo że nakładem JuNouMi Records ukaże się na początku 2026 roku, z pochodzącym z niej materiałem można się było zapoznać już 20 grudnia 2025 roku w Katowicach. Na koncercie premierowym można było doświadczyć prawdziwego sci-fi, którego nie powstydziłby się sam Stanley Kubrick.

DJ Eprom i jego historia o ludziach-robotach
Fot. Patrycja Warzeszka

DJ Eprom przedpremierowo

BLIK czy Paczkomaty zwykłem nazywać „rokiem trzytysięcznym”, ponieważ są pewnego rodzaju spojrzeniem w przód. Podobnie mógłbym określić miejsce, w którym odbył się występ Eproma. Nie dziwię się, że to właśnie w tym miejscu postanowił podzielić się ze słuchaczami opowieściami o robotach. Czułem się tam naprawdę jak w roku trzytysięcznym, gdy – co jestem w stanie sobie wyobrazić – planetą będą władać maszyny. Tonarium to Laboratorium Nowych Mediów, znajdujące się w budynku Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Przestrzeń, wykorzystująca system dźwięku immersyjnego. A jak to wyglądało w praktyce? Czy raczej brzmiało?

Głośniki rozstawiono dosłownie wszędzie dookoła. Poza klasycznie ustawionymi na scenie, po cztery przy suficie po bokach, cztery z tyłu oraz dwa na górze, równolegle do tych bocznych. Dzięki takiemu rozstawieniu dźwięk mógł być emitowany w 360 stopniach. Zewsząd. Wyobrażam sobie, że trzeba wcześniej odpowiednio przygotować materiał do emisji w ten sposób. I jestem przekonany, że Eprom nie tworzył swojej płyty do odsłuchiwania jej w takich warunkach, bo i na czym miałby to zrobić słuchacz? Jednak zawartość albumu przez trzy tygodnie była miksowana przez Eproma specjalnie na potrzeby tego wydarzenia.

Na koncercie nie pojawili się występujący gościnnie na płycie DJ-e, więc nie mogli osobiście zaprezentować swoich skreczy. Te wybrzmiewały wraz z resztą. Wszystkie skrecze, partie wykonywane na MPC czy zmodulowane przy pomocy vocodera refreny wybrzmiały w technologii 3D. Dosłownie orbitowały wokół słuchaczy, raz po raz zaliczając kolejne okrążenia przy pomocy zmyślnie rozstawionych głośników. Doświadczenia dźwięku w ten sposób nie zapewnia nawet IMAX.

Scenografia i wizualizacje

Za wizualizacje i elementy scenografii odpowiadali Piotr Ceglarek oraz Jan Dybała. Na scenie poza gramofonami i samplerami ustawione były telewizory CRT i oscyloskopy, między którymi Eprom mógł się poczuć jak Marek Biliński w swoim kokpicie z Ucieczki z tropiku. Lasery na wyświetlaczach za sceną emitowały różne animacje, przywodzące skojarzenia z elementami filmu Tron. Parafrazując klasycznego mema: mamy Kraftwerk w domu. Z tym że nie zamierzam tutaj się naigrywać, a bardziej wyrazić podziw wobec tego, co udało się uzyskać dzięki pracy świateł, dźwięku i ekranów. A gdyby tak przelecieć w sekundę przez całą historię tańca współczesnego i odpowiedzieć na pytanie, jaki rodzaj tańca jest najbardziej robotyczny? Pewnie, że popping. W trakcie kilku utworów na scenie pojawiał się niejaki UFO z Radomia i prezentował swoje umiejętności.

Czy turntablism w Polsce ma się dobrze? Z pewnością. Nadchodzący album DJ Eproma jest jednym z argumentów na potwierdzenie tej tezy. Poza tym tak tylko przypomnę, że w 2022 roku polski kolektyw Needlework Scratch Crew (Bulb, ChedeRac, PH i Lem) zwyciężył w organizowanych od czterdziestu lat, prestiżowych zawodach DMC World DJ Championships. W Polsce od dawna odbywają się Mistrzostwa Świata DJ-ów IDA. A Plash gra muzykę na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Czy turntablism ma szansę przebić się do mainstreamu? Mam taką nadzieję. Na ostatnim albumie Taco Hemingwaya – za sprawą The Returners – pojawiają się cuty w co trzecim numerze. A trzeba przyznać, że jest to niecodzienna sytuacja u najpopularniejszych artystów ze Spotify. Mimo że wielu z ich odbiorców może (jeszcze) nie odróżniać skreczy od cutów, chcę wierzyć, że coraz więcej raperów zdecyduje się na coś podobnego i DJ-ing na nowo wróci do łask.

DJ Eprom i jego historia o ludziach-robotach
Fot. Patrycja Warzeszka