Zanim Jajonasz nawijał, że „czasy się zmieniają”, zrobił to Bob Dylan w tytułowym utworze na albumie The Times They Are A-Changin’ z 1964 roku. Niespełna dwanaście miesięcy zajął mu proces kompletowania nowego materiału i choć wciąż pozostajemy w kontekście pełnych niepokoju i rewolucji lat 60., różnice pomiędzy tymi dwoma albumami są znaczące. Dylan odrzucił wykonywanie cudzych piosenek i postawił w stu procentach na własne teksty. Krążek spowija mrok – większość piosenek utrzymana jest w poważnym tonie, a przede wszystkim pozbawiona jest choćby iskierki nadziei.

Bob Dylan na tym wydawnictwie uzbrojony jest nie tylko w gitarę, harmonijkę i swój wokal, ale przede wszystkim świadomie zakłada strój barda. Już w tytułowym, otwierającym album kawałku, komentując przyspieszającą rzeczywistość, przestrzega: „Lepiej uczcie się pływać, bo pójdziecie na dno / oto czasy nadchodzą nowe”1. To bardzo uniwersalny utwór – jeden z tych, z którym mogło utożsamiać się prawdopodobnie każde pokolenie żyjące w przekonaniu, że nigdy nie działo się tak wiele, jak za ich czasów. My także – doświadczeni pandemią, zmianami w cyfrowym świecie czy trwającymi wojnami – zrozumiemy jego przesłanie. Jeśli mowa o konfliktach zbrojnych, nie sposób pominąć „With God on Our Side” – kolejnego protest songu, w którym Dylan ironicznie opisuje następujące po sobie wojny, a walczący w każdej z nich utrzymywali, że „Bóg jest po ich stronie”.

Tym, co szczególnie wyróżnia The Times They Are A-Changin’, są z pewnością utwory poświęcone konkretnym osobom. „The Lonesome Death of Hattie Carroll” opowiada o czarnoskórej barmance zamordowanej przez Williama Zantzingera. Dylan nie tylko wstawia się za słabszymi, lecz także krytykuje rozpieszczonych bogaczy, chciałoby się rzec „bananowców”. Podobnie jest w „Only a Pawn in Their Game”, gdzie wspomina Medgara Eversa – czarnoskórego aktywistę walczącego o równość rasową, który, podobnie jak Hattie Carroll, został zamordowany przez białego. W tej piosence Dylan buduje napięcie bardzo nierównymi, melorecytowanymi wersami, a winą obarcza nie tyle samego sprawcę, ile białe, rasistowskie elity. To ich „pionkami w grze” mieli być biedniejsi biali ludzie, którym wmówiono, że to czarni – a nie kapitalizm – są ich głównym wrogiem.

Obok prawdziwych postaci Dylan posługuje się również fikcją. „North Country Blues” oraz „Ballad of Hollis Brown” przedstawiają problemy spowodowane m.in. upadającym przemysłem – biedę, z której bohaterowie nie potrafią się wyrwać. Pierwsza z tych piosenek opisuje kobietę dorastającą w górniczym miasteczku. Jej najbliżsi pracujący w kopalni „nie wracają z pracy”; ona sama wychodzi za górnika, ale gdy kopalnia zostaje zamknięta, a pięcioosobowa rodzina nie ma za co żyć, mąż rejteruje z domu.

Jeszcze bardziej przygnębiająca jest „Ballada o Hollisie Brownie” – od początku jesteśmy wrzuceni w stan niepokoju i psychozy. Główny bohater próbuje zrobić wszystko, by utrzymać rodzinę, lecz nigdzie nie może znaleźć pracy. Stopniowo ogarnia go obłęd: farmer z Południowej Dakoty za ostatnie pieniądze kupuje naboje, po czym zabija całą rodzinę i siebie. Obie te historie przywodzą na myśl beznadzieję znaną z powieści Emila Zoli, takich jak Germinal, czy z Gron gniewu Johna Steinbecka – Dylan zresztą posługuje się podobnym, realistycznym i bezpośrednim językiem. Warto natomiast zaznaczyć, że jego bohaterowie nie są z natury źli – nie gubi ich alkohol, życie ponad stan czy błędne decyzje. Przyczyną ich niedoli jest bezrobocie (wynikające z sytuacji ekonomicznej regionu), które ciąży nad nimi niczym fatum.

Depresyjny ton płyty czasem się rozrzedza – jednak sposobem Dylana na dodanie powietrza do tego albumu nie są radosne piosenki, lecz melancholijne utwory o miłości. Nic dziwnego: zmienił się wówczas obiekt jego uczuć, a miejsce Suze Rotolo zajęła Joan Baez2, z którą muzyk spędził kilka kolejnych lat. W tej tematyce wyróżnia się najmniej osobista ballada „Boots of Spanish Leather” – autor wyśpiewuje w niej poruszający dialog między dwojgiem kochanków rozstających się z powodu wypłynięcia kobiety do Europy.

Oceniam The Times They Are A-Changin’ bardziej jako kawałek literatury niż album muzyczny – i mam ku temu powody. Bob Dylan jest tu minimalistyczny do granic. Podobnie jak na poprzednich projektach, jego zwrotki przerywane są krótkimi solówkami na harmonijce, a tekstom towarzyszy oszczędna gra na gitarze. Brak tu ozdobników, słyszymy proste akordy, tempo poszczególnych utworów raczej się nie zmienia. Muzyka ma przede wszystkim podkreślać teksty – łatwo wyobrazić go sobie jako ulicznego grajka, starającego się trafić ze swoim przekazem do przechodniów. Tak też zapewne próbował się pozycjonować: jako głos ludu, agitator, pieśniarz protestu. Słychać, jak szybko dojrzewał jako człowiek. Ale do jego prawdziwego rozwoju muzycznego jeszcze przejdziemy.

  1. Tłumaczenie Filipa Łobodzińskiego z piosenki „Czasy nadchodzą nowe” wydanej na albumie Dylan.pl ↩︎
  2. Podobnie jak Bob Dylan, Joan Baez była piosenkarką znaną z protest songów. Podczas słynnego Marszu na Waszyngton zaśpiewała piosenkę „We Shall Overcome”. ↩︎