„Gdybym miał komuś polecić ten album, to jest trochę w stylu Nebraski Bruce’a Springsteena: nagrywany w pokojach hotelowych, w mieszkaniach ludzi spotkanych na drodze, często w brudnym, ale zawsze szczerym stylu. Gdzie braki – czy to w jakości, czy w brzmieniu – nadrabia prawda i realizm opowieści. Zima mojego życia to tło tego albumu, ale puentą jest myśl Alberta Camusa, twórcy Dżumy: Dopiero w największej zimie przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato” – takimi słowami zareklamował mi swój najnowszy album Bratny i przyznam, że kupił mnie na wielu polach. Po pierwsze – uwielbiam Nebraskę Bossa. Po drugie – trzeba mieć jaja, by, promując album, pisać o jego brakach. Po trzecie – pamiętam jego Miejskie wiersze sprzed kilku lat i Brooklyn Brando zdawał się być zupełnym przeciwieństwem tamtych ciepłych brzmień.

Na etapie Prosto w serce – drugiego numeru na trackliście – wiedziałem już, że warto wspomnieć o tym materiale. Bratny w intro zapowiada, że to jedyny kawałek na Brooklyn Brando, który słowo w słowo opisuje jego życie. I dobrze, że ta deklaracja pada, bo inaczej można by odebrać ten track jako przerysowany storytelling z bohaterem, któremu rzeczywistość rzuca kolejne kłody pod nogi ze zwykłej przekory: choroby bliskich osób, poczucie beznadziei, ciężka praca na nockach w towarzystwie ludzi na „kryształowym dopingu”.

Uwagę zwracają też Drive Story – dobrze poprowadzona historia dwojga powiązanych ze sobą bohaterów próbujących wyrwać się z matni, ZjaWWA, czyli udany hołd oddany stołecznemu miastu, oraz – tak jak pisałem przy okazji poprzedniego materiału – jego podśpiewywanie zachrypniętym głosem. Nie wiem, czy to kwestia tego, co dzieje się w ostatnich tygodniach za oknem i co widać na okładce albumu, ale brzmienie Brooklyn Brando rzeczywiście jest dość zimowe. Bez względu na to, czy bębny tłuką mocniej czy ciszej, czy bity są bardziej czy mniej mroczne – wszystko dość spójnie osnuwa warstwa nostalgii i wyczekiwania. Dopiero w zamykającym album, klawiszowym, instrumentalnym Wiatr kołysze słychać oznaki wiosny – a sam Bratny zresztą w przyszłość także zdaje się patrzeć z nadzieją.